Uwaga! Poniższe kwiatki, ze względu na wysoką zawartość pyłku, należy czytać tylko i wyłącznie w gumowym kneblu. Niezastosowanie się do polecenia może doprowadzić do oplucia monitora podczas niekontrolowanych ataków śmiechu.
Uwaga po raz drugi! Celem zmylenia złowrogich kaczystów kwiatki dla dorosłych są tym razem przemieszane ze zwyczajnymi. Jeśli uważasz to za niemoralne, skontaktuj się niezwłocznie z marszałkiem Jurkiem.
Zaczynamy od przedsesyjnych kwiatków z GG. Misiołak polecił MG piosenkę do PBIRC-owej ścieżki dźwiękowej. Utwór bardzo przypadł do gustu.
BORYS: Mam chyba nowego ulubionego gracza.
BORYS: Od razu widać, kto dba o swojego MG.
MISIOŁAK: To nie byłem ulubionym? Niedobry MG.
BORYS: Obowiązuje system rotacyjny.
Borys umieszcza na GG opis, że Misiołak jest teraz jego nowym ulubionym graczem.
MISIOŁAK: Ciężka sprawa.
MISIOŁAK: Coś czuję, że moja postać nie dożyje końca kampanii — zginie z rąk pozostałych graczy.
Scobin komentuje zakończenie streszczenia poprzedniej sesji: Pozostali szybko zapomnieli o medalionie... lecz nie Magdar. Przez resztę podróży czujnie obserwował Xandosa i Derricka.
SCOBIN: Ja nie zapomniałem o medalionie.
BORYS: Dethan ma swoje problemy, ośmielam się zauważyć.
SCOBIN: To swoją drogą.
SCOBIN: Ale ja bym miał zapomnieć o przedmiocie, który wygląda na magiczny!
SCOBIN: No weź, MG!
I przechodzimy do kwiatków z sesji. Gumowe kneble założone?
BORYS: Ta sesja to będzie powrót do dedekowych korzeni.
KIRTAN: Trzeba by jeszcze takie korzenie mieć.
BORYS: I pamiętajcie o kwiatkach, bez kwiatków ta sesja będzie do d...
Dabroz i Kirtan żywo reaguję na zachętę MG.
DABROZ: Roger!
KIRTAN: Copy, Rogue Leader!
Tylko Misiołak zachowuje umiar.
MISIOŁAK: Na moim grobie mogą zakwitnąć czarne róże.
MG przypomina, że jest to sesja prequelowa i optymistycznie oświadcza:
BORYS: Nawet jakbyście sobie gardła poderżnęli, to i tak nie możecie zginąć.
MG: Dethan leży nieprzytomny na posadzce obok was.
ELRIC: Patrzę z zażenowaniem na Dethana.
ELRIC: Co mam przy sobie?
KIRTAN: Ubranie.
DABROZ: "Przy"?
(Nawiązanie do jednego z kwiatków z porcji numer 16).
WELUS: — Nalegam, by brać dzieciaka i w nogi.
DABROZ: A po co my tu w zasadzie jesteśmy?
MG: Kto poniesie [nieprzytomnego] Dethana?
MISIOŁAK: Zarzir. [Dowcip polega na tym, że LawDoga-Zarzira nie było na sesji]
MISIOŁAK: Przynajmniej raz nikogo nie będę nosił.
MG: Nici z perka Tragarz.
(Nawiązanie do jednego z kwiatków z porcji numer 19).
MG: Wbiegacie do drugiego korytarza.
MG: Tajemniczy napastnicy wciąż napierają.
MG: Zatrzaskujecie za sobą drzwi?
DABROZ: Nie, to podniesie element zaskoczenia.
MISIOŁAK: To mnie zaskoczyłeś.
MAGDAR: — Za dużo myślicie.
WELUS: — Ktoś musi.
ELRIC: — Ano.
MAGDAR: — To myślcie szybciej.
MAGDAR: — A najlepiej biegnąc.
WELUS: — Mam jednozadaniowy umysł.
(Nawiązanie do "jednozadaniowego komputera" Scobina).
Trwa walka z nieumarłymi przeciwnikami... ale bohaterowie jeszcze nie wiedzą, że są nieumarli.
MG: Przeciwnik ugryzł Magdara, Magdar usiłuje się od niego uwolnić, ale bez skutku.
KIRTAN: Sado-maso?
ELRIC: Ucinam mu nogę.
MG: Elric odrąbuje obie nogi napastnikowi...
KIRTAN: ...i Magdarowi.
Elric jak na jajogłowego radzi sobie zaskakująco dobrze w walce prowizoryczną broń z nieumarłymi.
KIRTAN: Elric chodził na siłownię.
BORYS: Uniwersytecką, razem z doktorem Feyerabendem.
MISIOŁAK: Używali tam pewnie ciężkich argumentów.
Drużyna orientuje się, że Magdara pokąsał nieumarły.
WELUS: — Magdar...
WELUS: — Myślę, że powinieneś umyć ramię.
ELRIC: — Myślę, że to nie wystarczy.
MAGDAR: — Do ciężkiego diabła!
WELUS: — Myślę, że mój przedmówca ma rację.
ELRIC: — Anorze, zajmij się jego raną.
ELRIC: — Może pomoże amputacja.
WELUS: — Taa, przy szyi.
ELRIC: — Możemy spróbować przypalić ranę.
WELUS: — Magdarze, jak najdzie cię ochota, aby nas zjeść, to nas uprzedź.
MAGDAR: — Sam się ugryź.
MAGDAR: — Najlepiej w język.
WELUS: — Ja?
MAGDAR: — Raczej nie ja.
WELUS: — Jak śmiesz, ty... ty... Gdybyś nie był dwa razy większy ode mnie...
Po chwili:
WELUS: — Magdarze, może chociaż odrobinę sobie tą ranę przypalisz?
MG: Elric podpalił korpus.
MG: W korytarzu natychmiast rozniósł się obrzydliwy smród palonego mięsa.
ELRIC: — Tak jest dużo lepiej.
WELUS: — Jak śmierdzi?
MG: Z trupa strasznie się kopci, ciężko wam oddychać.
ELRIC: — Myślę, że nie jest to zapach goudy.
Nieumarli ponownie atakują.
ELRIC: — Zróbmy barykadę!
MAGDAR: — Coraz lepiej.
WELUS: — To nie rewolucja francuska...
MAGDAR: — Co to znaczy "francuska"?
WELUS: — Nie wiem, gdzieś czytałem.
WELUS: — Że ludzie robili barykady z bruku, i tak dalej.
MAGDAR: — To czytasz gorzej niż ja maluję.
WELUS: — A malujesz?
ELRIC: — Ale możemy coś podpalić.
WELUS: — Tak, ciebie.
Nieumarli nacierają i mają przewagę.
KTOŚ: — Tutaj! — słyszycie jakiś ochrypły głos z boku.
ELRIC: — Idziemy do tego tutaja?
MAGDAR: — Wcale.
MG: Nieumarli atakują. Odległość maluje.
KTOŚ: — Szybko...!
WELUS: — Ja sugeruję do tamtaja — wskazuję ręką korytarz za sobą.
MG: Chcecie się wycofać?
KIRTAN: Nie, uciec.
MAGDAR: Ja się wycofuję.
WELUS: Ja również.
ELRIC: Patrzę z pogardą na Welusa i Magdara, ale wycofuję się również.
MG upomina Dabroza.
BORYS: Ale nie rób sobie jaj na sesyjnym, tylko na technicznym.
BORYS: To Welus jest typem żartownisia.
DABROZ: Ale ja nie robię jaj.
DABROZ: To konstrukcja fabularna.
DABROZ: Przecież NORMALNY człowiek nie rzuca się pod wóz.
DABROZ: Poza tym, fascynacja ogniem też ma związek z jego życiem (i śmiercią).
BORYS: Elric był pod presją psychiczną spowodowaną kiepskimi wynikami na siłowni.
BORYS: Dlatego rzucił się pod wóz.
DABROZ: I tym, co zrobił mu doktor w uniwersyteckiej łaźni.
BORYS: Wiesz, że to ma sens?
BORYS: Elric opisał w pracy doktorskiej swoją przygodę w łaźni z doktorem.
BORYS: I właśnie dlatego doktor chce teraz zatuszować całą sprawę.
Bohaterowie zostali odcięci (metafora).
KTOŚ: — Szybko...! Tutaj...! — ktoś do was gada z jakiejś skrytki w ścianie nieopodal.
ELRIC: Podchodzę do tego tutaja.
ELRIC: Pukam w ścianę.
MAGDAR: Idę szybko i tutaj.
WELUS: Ja też.
MG: W ścianie są jakieś sekretne drzwi. W tej chwili uchylone.
MG: Płonie tam para czerwonych oczu.
KTOŚ: — Szybko...! Wchodźcie...! — skądś znacie ten głos.
WELUS: — No nie... Z deszczu pod rynnę.
ELRIC: "A może wsadzić by tam pochodnię..."
WELUS: "A może poszli do lasu".
MAGDAR: "Wsadzaj".
ELRIC: Wsadzam tam pochodnię.
MG: Nieumarli atakują was od tyłu.
MISIOŁAK: Jacy niehonorowi.
Bohaterowie znaleźli się w końcu w ukrytym tunelu. Panują tu absolutne ciemności.
MG: Tylko ta płonąca na czerwono para oczu...
KIRTAN: Nekromanto, to ty? Mhm, ale ci się kurwiki świecą.
MISIOŁAK: "Przyszliście tu z własnej, nieprzymuszonej woli".
ELRIC: — Panie "tutaju"...
Graczom z niewiadomych powodów bardzo rozśmieszył turpistyczny opis "tutaja"-homunkulusa.
MISIOŁAK: Tofik.
KIRTAN: Leonardo Di Caprio... Brzydal!
DABROZ: Dr. Feyerabend...
KIRTAN: Garbus...
DABROZ: Mówiłem, że gnom.
Elric wie coś niecoś na temat homunkulusów, więc MG wyjaśnia Dabrozowi na privie, że napotkana istota to właśnie homunkulus.
MG: Dokładnie taki jak w "Bestiariuszu" Guildensterna z 1867 r.
DABROZ: Jak się go obsługuje?
MG: Homunkulus to humanoidalny stwór powołany do życia za pomocą magii.
MG: Nekromanci wykorzystują ich czasem jako swoich pomocników.
MG: To bardzo dziwne, że "Trzeci" [tak nazywał się napotkany homunkulus] jest pokojowo nastawiony. Powinien was już dawno temu zaatakować.
DABROZ: A dziewczynka?
MG: Co dziewczynka?
MG: Dziewczynki nie było w "Bestiariuszu".
DABROZ: Bo "Bestiariusz" to nie "CKM".
O dziewczynce.
HOMUNKULUS: — Nie... Ona... To córka Ezmo, Laila.
DABROZ: Lolita?
Bohaterowie wracają na korytarz.
MG: Nieumarli wojownicy sobie poszli.
ELRIC: A trzy zwęglone korpusiki i pióro? [Elric rzucił wcześniej we wrogów swym wiecznym piórem.]
MG: Nie. Nic nie ma.
MG: Widocznie zabrali swoich zmarłych.
DABROZ: "Zmarli" to złe słowo w kontekście undeadów.
MG: "Zmarłych ponownie".
MG: Po przejściu kilkunastu metrów dostrzegacie jakiś kształt na posadzce.
ELRIC: Patrzę.
MG: Nadżarty noworodek.
ELRIC: Podnoszę go.
WELUS: Jestem wstrząśnięty.
WELUS: Wzdrygam się.
MG: Nadżarty noworodek.
ELRIC: Przyglądam się uważnie.
MG: Ma nadgryzione kończyny i głowę.
WELUS: Próbuję... [Zapytajcie Kirtana, o co mu chodziło. Bo chyba nie o TO.]
MAGDAR: Przyspieszam.
ELRIC: — Los ci nie dopisał...
WELUS: Omijam szerokim łukiem.
MAGDAR: "Już ja dorwę tego ojczulka".
MG: Elric? Zostawiasz noworodka na ziemi?
ELRIC: Chowam go do torby.
KIRTAN: O kur**.
KIRTAN: Nie potrafię swojej reakcji napisać.
Welus usiłuje przedrzeć się razem z dziewczynką przez komnatę z homunkulusami.
WELUS: Łapię dziewczynkę i próbuję wykorzystać ich zaskoczenie.
DABROZ: "Łapię dziewczynkę i próbuję wykorzystać..."
MG: Welus ciacha na lewo i prawo, ale gdy biegnie do wyjścia, potwory rzucają się na niego.
MG: Jeden z nich zdołał ściągnąć z niego spodnie.
KIRTAN: Doprawdy, Borysie...
MG: Welus biegnie dalej i po chwili jest już obok towarzyszy.
ELRIC: — Nie nudziło ci się z tą dziewczynką, jak zostaliście...?
WELUS: — Odwal się, profesorku.
Bohaterowie starają się zamknąć drzwi, by homunkulusy ich nie dopadły.
MG: Widzicie zasuwę. Obok niej jest zamek... w kształcie medalionu.
MG: Ale to Magdar ma medalion!
MG: Stwory napierają na drzwi od drugiej strony.
ELRIC: — Magdarze.
ELRIC: — Musisz go tam włożyć.
WELUS: Blokuję drzwi ciałem.
MG: Łup! Łup!
MAGDAR: — Proszę bardzo.
ELRIC: — Dziewczynka cię poinstruuje.
MAGDAR: — Sam włóż.
ELRIC: — Ale to ty go trzymasz.
WELUS: — Elric, pomóż Magdarowi włożyć to we właściwą dziurę.
ELRIC: — Ty się lepiej swoimi spodniami zainteresuj, chłystku.
WELUS: — Bardzo chętnie, bo zimno mi w pewne miejsce, ale inaczej oni tu wejdą.
MG: Welus i Elric nie dadzą rady dłużej powstrzymywać naporu wrogów.
ELRIC: — Wkładaj!
WELUS: Z tymi spodniami: Ja je mam na sobie tylko ściągnięte czy jak?
MG: Nie, zerwali z ciebie.
KIRTAN: MG miał ciężkie dzieciństwo, widzę.
SCOBIN: Tevka też komuś zdejmował spodnie. Fetysz MG?
WELUS: — Wiem, że to ciekawie zabrzmi, ale ma ktoś spodnie pożyczyć?
ELRIC: — Możesz wziąć pieluchę tego nadgryzionego noworodka.
KIRTAN: Borys, jak Welus coś sobie odmrozi...
DABROZ: To będzie miał kłopot ze swoim medalionem.
KIRTAN: Medalionem i kopertą.
Scobin pojawił się dopiero w trakcie przerwy. MG postanowił go nastraszyć i zrobiła się z taka miniprzygoda.
MG: Czarny smok wypluwa resztki Dethana.
MAGDAR: — Mówiłem, że one magów nie lubią.
ELRIC: — Atakuj tego demona Chaosu po prawej! — krzyczę.
MG: Demony są przy Magdarze.
MAGDAR: — Za mną demony!
ELRIC: — Welusie! Zbliż się do nich!
WELUS: — W życiu.
ELRIC: Rzucam zgniłym niemowlakiem w Welusa.
MG: Niemowlak przykleja się Welusowi do twarzy.
MG: Welus w panice zrywa z siebie koszulę.
MISIOŁAK: Mówiąc "Hug me".
ELRIC: Śmieję się szyderczo.
DETHAN: Włącza mi się warunkowanie z czarem "Wskrzeszenie".
DETHAN: A ściślej: "Całkowita regeneracja duszy i tkanki".
MG: Widzicie, że Dethan podłączył się do najbliższego gniazda sieci i rekonstruuje swoją macierz.
ELRIC: — Welusie! Musisz zniszczyć tą dziewczynkę!
ELRIC: — Użyj medalionu.
ELRIC: Popycham dziewczynkę w stronę Welusa.
MG: Dobra, starczy tego dobrego.
Wracamy do przygody właściwej. Doszło do spotkania z Ojcem Khandarem.
OJCIEC KHANDAR: — Moje dzieci... Nareszcie... Same znalazłyście drogę do Ojca Khandara?
ELRIC: — Ojcze! Czemu to musiało się wydarzyć?
OJCIEC KHANDAR: — Nie znacie potęgi magii nekromantycznej. Jeszcze...
MAGDAR: — Pierdol się.
Dethan planuje rzucenie czaru "Uderzenie powietrza".
SCOBIN: Czy ten nekromanta stoi w pobliżu czegoś ostrego lub głębokiego?
SIWY: Dethan znowu jest czarujący?
Siwy się spóźnił.
SIWY: OK, proszę o szybkie streszczenie sytuacji.
DABROZ: Szalony nekromanta chce nas uprowadzić, a Welus nie ma spodni.
KIRTAN: ...
BORYS: Welus naprawdę nie ma spodni. To nie jest jeden ze słynnych żartów Dabroza, tylko naga prawda.
SIWY: A, czyli wszystko po staremu.
BORYS: Zaraz wracam, telefon.
KIRTAN: "Czego?!... O, cześć, mamo".
Nieobecność Borysa przeciąga się.
KIRTAN: Mama opieprza Borysa.
SIWY: Że się w nekromantę bawi? Ma rację, to może źle wpłynąć na jego psychikę.
Nieumarli pochwycili Welusa.
SCOBIN: Trochę za wcześnie na obcięcie Welusowi nóg.
MG: Welus wyślizguje im się w ostatniej chwili... ale w rękach nieumarłych została jego rozdarta koszula.
KIRTAN: MG, zboczeńcu!
MG: Wywiązuje się walka.
MAGDAR: Depczę, rąbię, siekam.
DETHAN: [Zastanawia się w duchu:] "Czy nieumarli boją się ognia?"
ELRIC: "TAK!"
ELRIC: Biegnę za Ojczulkiem.
KIRTAN: Dab, sprinterem to ty nie będziesz.
DABROZ: Wystarczy mi kariera piromana.
DABROZ: A ty lepiej się zatroszcz o swój... khmm... khmm... ubiór.
KIRTAN: Czuję się jak Corran Horn.
[Potem, podczas przygotowywania kwiatków, Borys pyta Dabroza, czy wie, o co chodziło Kirtanowi.
DABROZ: Nie wiem, to jakiś gey guy ze Star Wars]
DETHAN: Spróbuję uderzenia powietrza.
MG: Homunkulusy poprzewracały się jak kostki domina, którego jeszcze wtedy nie wynaleziono.
MG: Cała wasza grupa goni Ojca Khandara.
MG: Na przedzie pościgu długimi krokami drałuje Welus w samych kalesonach.
KIRTAN: Ciekawe, czy je też stracę...
MG: Zaraz za nim biegnie Elric, trochę z tyłu — Magdar.
MG: Na końcu umazani krwią Anor i Dethan.
MG: Biegniecie przez komnatę homunkulusów.
MG: Ojciec Khandar wbiega do sekretnego przejścia i podąża w dół korytarzem, cały czas obłąkańczo się śmiejąc.
ELRIC: Wskakuje za nim ze sztyletem do przodu.
BORYS: Ta scena kojarzy mi się z kreskówkami Scooby Doo. Oni tam ciągle kogoś gonili w tym stylu. Albo uciekali.
KIRTAN: Tobie też?
DABROZ: Dokładnie.
SCOBIN: Mnie trochę też z Bennym Hillem.
MISIOŁAK: To potrzebny jest jeszcze numer z drzwiami.
SCOBIN: Mnie i Welusa doganiają już homunkulusy i martwiaki?
KIRTAN: MUSIAŁEŚ PRZYPOMINAĆ?
SCOBIN: Uczciwość gracza tego wymaga.
BORYS: Dzięki za przypomnienie.
MG: Tymczasem Dethana i Welusa otoczyły homunkulusy...
MG: Butelka [z trucizną] wypadła mu [Khandarowi] z rąk i turla się po ziemi w stronę kratki kanalizacyjnej.
MG: Trzy metry.
MG: Butelka turla się w kierunku kratki. Zagłada miasta wydaje się nieunikniona.
MG: Dwa metry.
MG: Jeden metr.
MAGDAR: Patrzę ze zgrozą.
MG: Cała nadzieja w Anorze...
KIRTAN: 90 cm.
DABROZ: Nagle zatrzymuje się pod wpływem siły tarcia.
MG: Butelka toczy się dalej.
MG: 20 cm.
MG: Do tunelu wpada zdyszany Elric.
MG: Natychmiast orientuje się w sytuacji.
ELRIC: Rzucam się na butelkę.
MG: Elric leci łukiem przez tunel...
MG: Nad Magdarem, który obezwładnił Khandara...
MG: Nad Anorem...
MG: Nadal leci...
MISIOŁAK: Mistrz skoków w dal.
KIRTAN: Siłownia swoje robi.
SCOBIN: ...to już 120 metrów...
SCOBIN I MISIOŁAK: Leć, Adam, leć.
SCOBIN: Czy będzie telemark?
DABROZ: Panowie, najważniejsze salto w moim życiu.
MG: Ale czy wyląduje tak, by złapać butelkę?
MG: Nie!
MG: Upadł za blisko!
SIWY: Borys najwyraźniej nie lubi mieszczan.
KIRTAN: Elric leci i uderza głową o niski strop.
SCOBIN: I to jest wykładowca uniwersytecki.
DABROZ: Wykładam "Bullet time i inne techniki filmowe".
KIRTAN: Chyba głównie "Bullet time i chodzenie w powietrzu".
KIRTAN: Ale seksi akcja była.
SCOBIN: Dobrze, że nikt tego nie filmował.
KIRTAN: Gdyby to był film... miodzio.
SCOBIN: Sceny z twoim udziałem zostałyby zratingowane na 18+.
BORYS: 18+? Ty nie wiesz, co się działo przy tamtych drzwiach, zanim przyszedłeś na kanał.
MG: Khandar szamocze się w uścisku Magdara.
OJCIEC KHANDAR — Puść mnie! Puść mnie!
MAGDAR: — Chciałbyś.
MAGDAR: Przyduszam gnidę.
MG: Ktoś pojawił się obok was.
MG: To Trzeci.
MG: Podnosi butelkę.
TRZECI: — Obiecałeś... Obiecałeś nie krzywdzić Ojca Khandara...
MAGDAR: — Ja?
TRZECI: — Tak...!
TRZECI: Wyciąga korek z butelki.
TRZECI: — Jesteś taki sam jak oni... Jak inni ludzie.
MAGDAR: — Póki co jest cały i zdrowy.
MAGDAR: — I chyba już się nie gniewa.
ELRIC: Rzucam w niego [homunkulusa] sztyletem.
SCOBIN: Stara dobra technika.
SCOBIN: Jeden z graczy zagaduje enpisa, a drugi go dziabem z noża.
DABROZ: Znów te techniki aktorskie.
Trzeci cisnął w bohaterów butelką z trucizną, Magdar zasłonił się Ojcem Khandarem. Butelka trafiła Ojca i nekromanta zginął.
MG: Trzeci podnosi się powoli. [Klęczał obok ciała swojego stwórcy.]
TRZECI: — Zabiliście Ojca Khandara! Potwory!
MAGDAR: Patrzę na Trzeciego.
ANOR: — My zabiliśmy?
ELRIC: — To ty go zabiłeś.
MG: Trzeci rzuca się na was łukiem.
TRZECI: — Nieeeeeee......!!!!!!!
ELRIC: — O tak.
ELRIC: — Musisz się z tym pogodzić.
ELRIC: — To twoja ręka zadała śmierć Ojczulkowi.
MAGDAR: Tnę.
MG: Miecz Magdara obciął Trzeciemu głowę.
SCOBIN: Głowa wtacza się do kanału i zatruwa miasto.
SCOBIN: "Czy ktoś ma jeszcze jakieś problemy z tą przygodą?".
MG: Co robicie?
ELRIC: Chowam głowę do torby.
MG: Welus nigdy nie odzyskał swojego ubrania.
MG: Musiał kupić nowe.
MG: KONIEC