Siwy: A będzie kronika filmowa przed sesją?
Xeno ostrzega drużynę przed dregami zamieszkującymi kanały.
Dabroz: Co to są dregi?
MG: Ano, właśnie. "Co to są dregi"?
Misiołak: Wolę nie wiedzieć.
Dabroz: A ja jednak wolę wiedzieć.
Xeno: To człekokształtne istoty, które można spotkać w kanałach.
Dabroz: Ludzie wersja beta.
O Jefie, którego przydzielono, by towarzyszył bohaterom.
Siwy: Nie wygląda na rzucającego fireballe.
MG: Ostrzegam: Boi się pająków.
Misiołak: A duże będą te pająki?
Xeno zamyka ciężkie drzwi.
Xeno: Gdy wrócicie -- zapukajcie.
Siwy: Dobrze, że mówi "gdy", a nie "jeśli wrócicie".
Dabroz: "Gdy"... Chyba nasze przyszłe wcielenia.
MG: Obrzucacie ciekawymi spojrzeniami Jefa. Zauważacie, że ma u pasa topór, a na plecach kuszę.
Dabroz: A w plecaku wyrzutnię rakiet.
Misiołak: Z głowicą atomową.
Anor od dłuższego czasu narzeka na silne nudności. Nagle:
MG: Anor niespodziewanie wymiotuje.
Misiołak: Chyba spodziewanie.
MG: Niespodziewanie, bo Wam na spodnie.
Misiołak: Noszę kilt.
MG: Pochodnie odrobinę kopcą. To "odrobinę" wystarczyło, byście w ciągu dwóch godzin podróży nabrali ciemniejszej karnacji.
Dabroz: Ja nie chcę być Murzynem.
Na drużynę, z otworu w suficie, leci duża ilość odchodów.
Siwy: Jesteśmy pod toaletą smoka?
Dabroz: Chciałbym być bakterią beztlenową.
Misiołak: Nowe znaczenie terminu dark fantasy.
Rozwidlenie w tunelach. Elric przekonuje drużynę, by poszli drogą wybraną przez niego.
Anor: No dobrze. Sprawdzimy twoją, a potem wrócimy na właściwą.
MG: To się nazywa arogancja.
Misiołak: To nasze buty nie były brudne?
MG: Były, ale wodniście brudne, teraz są brudne w sposób gęstogówniany.
Dabroz: Gówno to gówno. Nie ma czegoś takiego jak "mniejsze gówno".
Siwy: Co Wy wiecie o gównie...
Dabroz: I teraz MG będzie na nas leczył urazy z dzieciństwa.
Misiołak: Nie ma to jak shit fantasy.
MG: Zaglądacie za róg...
Siwy: ...a tam komisja ds. Orlenu...
MG: ...i Kulczyk...
Dabroz: ...i Auganow...
MG: ...z Giertychem.
Siwy: Sam z gównem zacząłeś, to co się dziwisz.
Misiołak: Pasują do krajobrazu.
MG: Jef leniwie bawi się spustem kuszy, czekając na Waszą decyzję.
Misiołak: A kuszę ma załadowaną?
MG: Tak.
Misiołak: To może lepiej niech przestanie się bawić.
Elric: Prawy tunel prowadzi pod górę, a lewy w dół.
Anor: Prosto?
MG: ...do PIEKŁA.
Elric: Prosto... do 11-poziomowych demonów Chaosu.
Przerwa.
MG: Robię sobie obiad. Mam nadzieję, że zdążę z powrotem na czas.
Dabroz: Tylko nie dodaj z rozmachu żadnej trucizny.
MG: Ciii... Moje spaghetti już po Ciebie idzie.
Misiołak: Cthulghetti.
Dabroz: Moja chtulawa pokona Twoje cthulghetti.
MG: No, już wrzuciłem graczy do wrzątku. To znaczy makaron, makaron wrzuciłem. To było przejęzyczenie. Nie ma żadnego związku z tym, co spotka Was później w trakcie tej przygody.
Misiołak: Chińskie zupki są szybsze.
MG do Siwego:
MG: Mam pewne podejrzenia. Co sesję regularnie znikasz na 40 minut około godziny szóstej. Przypuszczam, że pracujesz nad bronią biologiczną i o tej godzinie musisz akurat nakarmić pożywkę bakteryjną. Zgadza się?
Siwy: Rozszyfrowałeś mnie. Twoje godziny są policzone.
MG: To nie ja. To... Misiołak!
Misiołak: Zaraz bakterie. Godzilla to też broń biologiczna.
Siwy: Ale wiecie wszyscy... Mówię jej Godzia.
Drużyna wchodzi do bocznego korytarza studni.
Siwy: Ostatni raz w takim bocznym korytarzu studni o mało nas nie zabiła pułapka i świątynia kultu zła.
MG: Ale to nie ja mistrzowałem.
Elric ześlizgnął się z liny i spadł na dno studni, do bardzo rzadkiej gnojówki.
Dabroz: "Wpaść jak śliwka w kompot..."
Misiołak: Śliwka to ma dobrze.
Po wyłowieniu Elrica ze studni, Anor przystępuje do reanimacji.
Misiołak: Ostry dyżur.
Dabroz, z rozpędu (jako Elric):
Elric: Holy shit!
Misiołak: Po elficku gada?
Dabroz: W końcu profesor na uniwerku...
Anor, opuszczając się do studni na sznurze, pozdzierał sobie skóre na dłoniach.
MG: Anorowi zdarły się linie życia. Bye, bye.
Elric i Anor wykręcają ubrania.
MG: Rozumiem, że Elric i Anor się rozbierają? Czy wykręcają ubrania na sobie?
Dabroz: Co za perwersyjny MG. Gdybym był kobietą, obraziłbym się.
MG: Elric i Anor i tak będą śmierdzieć gnojem, dopóki się nie przebiorą.
Siwy: Reszta to niby pachnie...
Misiołak: ...jak róży kwiat.
MG: Elric jednak czuł się znacznie lepiej przed upadkiem.
Dabroz: Czego Ty nie powiesz?
MG: Kilkadziesiąt metrów wyżej, na zegarze ratuszowym musiało właśnie wybić południe.
Siwy: Wygadał się. Jesteśmy pod ratuszem.
MG: Klamka połyskuje złowrogo w świetle pochodni...
Dabroz: UWAGA! KLAMKA POD PRĄDEM!
MG: Elric trzęsie się i w ogóle wygląda jak kupa nieszczęścia.
Dabroz: Z przewagą kupy.
Anor: Tam są chyba te stwory.
Magdar: Jakie stwory?
Anor: Takie ludzie jakby.
MG: "Takie ludzie jakby". Jak u Kiepskich.
Dabroz: No wiesz co, cycu.
MG: Rozlega się gollumowy syk...
Dabroz: Właśnie piszę do spadkobierców J.R.R. Tolkiena w sprawie użycia zastrzeżonych znaków towarowych -- "gollum (tm)".
MG: Nie zdążysz. Moje cthulghetti wchodzi właśnie do Ciebie przez okno.
Dabroz: Ono jest pr... [odgłos łamanego kręgosłupa]
MG: Ktoś jeszcze chce zabawić się w donosiciela?
Misiołak: Ja.
MG: Cthulghetti, bierz go!
Misiołak: Chińska zupa grzybowa Mi-Go!
MG: Jeśli dregi się Was bały, dlaczego wolały kulić się w kącie niż uciec przez TE drzwi?
Siwy: Może klamek nie znają?
Dabroz: Może nie dosięgają?
Dabroz: NIEKTÓRYM urozmaiciłeś wędrówkę, cycu.