Ekstrakt z kwiatków

Kubek piąty


MG zachęca graczy, by ich postacie pogawędziły ze sobą podczas spożywania kolacji w karczmie.
DABROZ: Kto poklika?


Do stołu zajmowanego przez kompanię podchodzi niewysoki człowiek zacierający bez przerwy ręce.
Misiołak: Karczmarz Żyd?


LORD THOMAS: Jak to jest z moim hakiem? Łukiem też się mogę posługiwać?
MG: Nie wiem jak, ale tak.
LORD THOMAS: A ma jakąś ostrą krawędź lub szpikulec?
MG: Łuk?
LORD THOMAS: Nie, hak.
MG: Wiesz... Nie chciałbym, żebyś mnie nim uderzył w brzuch.
LORD THOMAS: A rękawica jest solidnie okuta?
MG: Wiesz... Nie chciałbym, żebyś mnie nią uderzył w twarz.


Zamieszanie na serwerze: padają huby, gracze logują się ponownie, ale stare nicki nie znikają z kanału.
LORD THOMAS: Atak klonów!


THOMAS: Macham obciętą dłonią.
MG: Obciętą dłonią? To Ty ją przy sobie nosisz?
LORD THOMAS: Chodzi mi o kikut. Hakiem macham, znaczy się.


Zarzir do Oineta, prosto z mostu: Cztery tysiące zaliczki. [Czyli połowę wynagrodzenia.]
MG: Obrzydliwy jesteś, Zarzir.


Bohaterowie pytają się drugi raz z rzędu Oineta o to samo -- kiedy skradziono klejnoty.
Oinet: Tydzień temu, już mówiłem.
MG: Tylko go nie zabijcie za to "już mówiłem".


Oinet pokazuje na jedzącego lody Magdara, który nie ruszył się ze swojego stolika.
Oinet: Ten pan, co je lody... Jest z panami?
ZARZIR: Ekhm... No tak, jest z nami.
MG: A teraz Magdar rzuci w Zarzira lodami za to "ekhm".


LORD THOMAS: Ile koń kosztuje?
MG w gruncie rzeczy nie wie.
MG: Trzy razy tyle co osioł.
LORD THOMAS: Jest nas trzech, to się możemy sprzedać i będzie na konia.


Oinet pyta o imiona bohaterów. Zarzir i Thomas przedstawiają się.
Oinet: A... pan od lodów?
LORD THOMAS: Pan od lodów...
Magdar (niedbale): Magdar.
Oinet: Tak samo, jak młody Mortimer.
Misiołak: Oooooooooo...
LAWDOG: "Młody Mortimer"?
MG: A co... Ty nawet nie wiesz, KTO tak naprawdę jadł te lody.
LAWDOG: Wiem za to, że JA ich nie jadłem. (...)
MG: Wracacie do stolika i spokojnie dokańczacie deser.
Misiołak: Jaki deser -- wszystko zjadłem.


ZARZIR: Nie lubię takich zleceń.
MAGDAR: To czemu się zgodziłeś?
MG: Zarzira wgniotło w krzesło.
ZARZIR: Nie muszę lubić swojej pracy.
MAGDAR: Skoro jej nie lubisz, znajdź inną.
MG: Zarzira wgniotło w krzesło po raz drugi. Oj, ktoś w kogoś rzuci tymi lodami chyba.
Thomas wzdycha pod nosem.
Misiołak: Thomas zbiera punkty karne.


LORD THOMAS: Ile kosztują nagolenniki? Bo przykro by było bez nogi chodzić.


Bohaterowie uzgadniają, jaki ekwipunek będzie im potrzebny.
MG: Może, np. zapas lodów?
Misiołak: A za ile kupię lodówkę?
MG: Lodówkę nie, ale możesz kupić armię niewolników, którzy będą biegali na północ, kuli lód i przynosili go z powrotem. Jeśli kupisz ich dostatecznie dużo, to utworzą "łańcuch rąk".
Misiołak: I takie wymacane lody miałbym jeść...
MG: Nie, nie, oni by Ci tylko przynosili lód do chłodzenia owocowych lodów.


Na kanale po dłuższej nieobecności pojawia się Dabroz. Bohaterowie wyjaśniają mu, o co chodzi.
ZARZIR: ...ukradli mu i jego żonie klejnoty rodowe, w czasie nieobecności, w jego posiadłości w Cynowie.
DABROZ: Państwo prawa.


W momencie, w którym na kanale pojawił się Dabroz, zniknął Misiołak.
MG: Może to jedna i ta sama osoba?
DABROZ: Ciiii...


MG do Misiołaka, o konia: Jak nazywa się Twój zwierzak?
DABROZ: Płotka.
MAGDAR: Koń.


Drużyna rozbija obozowisku na szczycie niewielkiego, spłaszczonego wzgórza.
Misiołak: Kurhan?
(...)
Zabierają się do przyrządzania kolacji.
MG: Magdar wyciąga swój kubełek z lodami.


Dabroz z rozpędu użył polskich znaków.
DABROZ: Sorry za krzaki.
MG: Z krzaków wyskakują orki.
DABROZ: Które są pokojowo nastawione.


Luźna uwaga MG.
MG: Z tego Zarzira to niezły psychol swoją drogą.


Przed położeniem się spać do namiotów, bohaterowie dostrzegają w oddali płonące ognisko.
LORD THOMAS: Jak wygląda? Jak obozowe?
MG (żartobliwie): Nie, jak stos kultystów palących piękne dziewice.
LORD THOMAS: Dziwice!
MG: Nie, dziEwice.
LORD THOMAS: Jedziemy, tylko sobie mięśnie olejkiem posmaruję. (...)
Bohaterowie w końcu zignorowali ognisko.
MG: Tymczasem... Przy tamtym ognisku Morfeusz poczęstował kolejnego człowieka czerwoną pigułką.


Oinet proponuje, by schronić się przed nadchodzącą burzą pod rozłożystym dębem.
Elric; Lepiej na otwartym terenie.
MG: ...powiedział profesor.
(...)
Bohaterowie schronili się na otwartym terenie. Niezadługo tamto drzewo powala uderzenie pioruna.
DABROZ: "...powiedział profesor" -- i miał rację.


Mezuk: Dajcie mi coś do zjedzenia, a pomogę wam zabić czas.
LAWDOG: Od zabijania to tu jestem ja.


MG: Magdar zniknął.
Misiołak: Eeeee...