LawDog miał problemy z wejściem na serwer, ale w końcu się pojawił na kanale.
LAWDOG: Cześć. Udało się. Jeszcze tylko skoczę po coś do przegryzienia.
DABROZ: A ja wstawię herbatę na wodę.
(...)
MG: LawDog, gdy sesja się skończy, jeszcze będziesz żałował, że się udało.
MISIOŁAK: To nie jemu mają obcinać ręce.
MG: Jakąś dobrą muzykę sobie w tle włączcie.
MISIOŁAK: Jakieś sugestie?
DABROZ: Marsz pogrzebowy.
LORD THOMAS: Są jakieś pomysły na nazwę drużyny?
MISIOŁAK: Sześciu Wspaniałych i Gnom.
Gracze wybierają poprzez głosowanie na przywódcę drużyny w sytuacjach bojowych.
MG: Trwa podliczanie głosów, please wait.
SCOBIN: Ciekawe, ile to potrwa na Twoim Linuksie.
LORD THOMAS: Proszę mi tu Linuksów nie obrażać.
SIWY: Racja... Nie obrażać. Każdy ma prawo do dziwactw.
SCOBIN: Potem nasza redakcyjna sierotka wyciągnie z beczułki kartkę z nazwiskiem. Kto będzie sierotką? Może Kostek?
MISIOŁAK: Wiadomo.
LORD THOMAS: Atok by się przydał.
MG: Drugie miejsce i rolę zastępczego przywódcy dryżyny na czas nieobecności gracza odgrywającego postać przywódcy głównego otrzymuje... Zarzir. Klap, klap, klap.
MISIOŁAK: Brawo.
MG: Zarzir, prosimy mowę.
LAWDOG: Chciałem podziękować...
MG: Pierwsze miejsce i rolę głównego przywódcy drużyny w sytuacjach bojowych otrzymuje... Thomas.
MISIOŁAK: YYYEEEEEEEEEEEEEAAAAAAAAAAAHHHHHH!
SIWY: HUUUURAAA !!! ZARZIR! ZARZIR! THOMAS! THOMAS!
MISIOŁAK: UUUUUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuu
LORD THOMAS: Jestem wzruszony. Jest tyle osób, którym chciałbym podziękować.
MG: Swoją drogą, wybraliście jednorękiego, zimnokrwistego żołdaka, który będzie Was bezwzględnie poświęcał ze względów taktycznych. Oraz fanatyka, który... Wiadomo.
LAWDOG: ...podziękować Wam wszystkim, naprawdę nie wiem, co powiedzieć, łzy spływają mi po policzkach.
SIWY: On na razie poświęcił "tylko" swoją rękę...
LORD THOMAS: Pierwszy rozkaz: Nie krzaczyć!
LAWDOG: Zarzir podchodzi do Zarzira i ściska jego "zdrową" rękę...
SIWY: Kurczę. Dowódca z rozdwojeniem jaźni.
LORD THOMAS: No proszę nie krzaczyć.
MISIOŁAK: Ma przynajmniej przewagę liczebną.
SCOBIN: Na początku chciałbym pozdrowić babcię.
LAWDOG: Pst... Siwy... Chyba im trochę krzaczysz.
SIWY: Racja... Przyzwyczajenie... Postaram się poprawić.
LORD THOMAS: No nie mogę, jak będzie jakaś sytuacja wymagała poświęcenia kogoś, to jesteś pierwszy na liście, Siwy.
SIWY: Ja? Dlaczego?
LORD THOMAS: Za krzaczenie.
LAWDOG: Lord Thomas, może Ty posłużysz nam za wzór?
LORD THOMAS: Ja już swoje poświęciłem.
SIWY: Słusznie... Krzaczyć nie wolno... Zły Anor, niedobry.
(Chodzi o to, że na IRC-u nie używamy polskich znaków, gdyż u innych (przynajmniej u tych, którzy korzystają z lepszego systemu operacyjnego) wyświetlają się wtedy na ekranie "krzaki". W zapominaniu o nieużywaniu prawego Alta przoduje Siwy.)
SIWY: Tak na marginesie -- ktoś się zastanawiał, ile waży 1500 monet?
LAWDOG: Zawsze można wymienić na "grubsze".
MG: Można sobie wielki szmaragd kupić.
MG: Słuchajcie, tylko jedna uwaga: Nie dajcie się "zdominować" Lordowi Thomasowi, chodzi o to, że on jest dowódcą TYLKO podczas sytuacji bojowych i TYLKO wtedy, gdy trzeba Was rozdzielić, podzielić, itd.
SIWY: Spokojnie. Myślisz, że łatwo się dowodzi uzdrowicielem?
LAWDOG: Właśnie. To samo chciałem powiedzieć. Ten nacisk na TYLKO.
SIWY: Wyjął mi to z ust.
LORD THOMAS: Tylko nie myślcie mi tu o jakimś buncie.
SIWY: Ależ ja mówię o strażnikach i "nie ich interesie", szefie...
STRAŻNIK: Papiery są w porządku. Ale po co tu przyszliście? Zabieracie dokądś Rohitów?
SCOBIN: They are taking the hobbits to Isengard!
MISIOŁAK: Zabójcy wiedzą, że ofiara zawsze wychodzi od tyłu.
ATOK: Może jest trzecie wyjście?
MISIOŁAK: Kanałami!
MG: Balonem. Tak jak w Tajemniczej wyspie Vernego.
THOMAS: Anar zostaje...
MG: Są tam poustawiane wielkie kontenery na śmieci.
SIWY: Borys, kontenery w średniowieczu?
MG: Tfu.
MISIOŁAK: Podejrzane, prawda?
LAWDOG: Kontenery są błe, a to dark przecież. Pasuje.
MISIOŁAK: A gdzie się schowają asasyni?
DABROZ: W oczyszczalni ścieków?
(...)
MG szybko daje kolejną plamę.
MG: Obok bezdomnego leży harmonia i kartonowe pudełko, a w nim kilka miedziaków.
ATOK: Kartonowe pudełka też są bardzo neo. Z napisem Coca Cola...
THOMAS: Jesteśmy tu z Rozkazu Marcusa Rufusa.
LORD THOMAS: "Rozkazu" z małej miało być.
MG: Nie, Rozkaz był Bardzo Ważny, dobrze jest.
SIWY: Z małej, cóż za zniewaga dla Marcusa Rufusa pisać jego Rozkaz z małej.
MG: Siwy, krzaczysz...
LORD THOMAS: Siwy, pamiętaj, co mówiłem o poświęcaniu.
MG: Wyrwij sobie prawy Alt z klawiatury.
SCOBIN: I wyrzuć oknem. Przez lewe ramię.
Lord Thomas popełnia literówkę, Scobin go poprawia.
LORD THOMAS: Nie muszę znać się na ortografii, mam od tego ludzi.
Rohitowie ugaszczają drużynę.
ATOK: Ciekawe, kiedy podadzą herbatkę.
Służba rozlewa gorący napój do porcelanowych filiżanek.
ATOK: Ja sobie żartowałem... Z cytryną?
LAWDOG: Maciek, ja tylko żartowałem...
Świerszcz postawiono na czatach na korytarzu.
ATOK: Zaraz zakwitnę przed tymi drzwiami.
BEZDOMNY: Masz piątaka?
ZARZIR: Zagraj, to się okaże.
MISIOŁAK: Meloman.
Drużynie bardzo potrzebny jest Zarzir, ale LawDog właśnie zniknął z kanału.
LORD THOMAS: Czyżbyśmy jednego już stracili?
ATOK: Helikopter się spóźnia.
ELRIC: Świerszcz, próbuj otworzyć zamek, to nasza jedyna szansa.
SIWY: I tak są zabarykadowane.
Drzwi faktycznie okazują się zabarykadowane.
SIWY: A nie mówiłem?
LORD THOMAS: No, przynajmniej zginiemy bohaterską śmiercią.
LawDoga nadal nie ma.
MG: Może jego miejscowość zbombardowały ruskie? Dabroz, nie hakowałeś Kremla ostatnio?
DABROZ: Borys! Miałeś siedzieć cicho! (...) Komputer mu się spalił od tych płomieni.
MG: To się nazywa wczucie w grę. Tego samego wymagam od Was.
ATOK: Nie stać mnie na nowy komputer po każdej sesji.
LORD THOMAS: Ale nie na każdej się palisz.
ATOK: Będę z kafejek grał.
MG: Atok: Mój PBIRC jest tylko dla bogaczy. Jestem snobem. Nie powiecie mi, że korzystacie ze zwykłych monitorów siedemnastek, a nie z 80-calowej plazmy zawieszonej na suficie?
DABROZ: Oczywiście, że nie. Dodatkowo mamy programy do graficznej wizualizacji sesji.
ATOK: Ja mam projektor.
LORD THOMAS: A ja rzutnik multimedialny.
SIWY: A nie hełm rzeczywistości wirtualnej?
MG: W ogóle zapraszajcie sąsiadów na czas sesji i każcie im dramatyzować to, co się dzieje w świecie gry. A teraz, Edziu, oblej się benzyną i podpal.
DABROZ: I daj zjeść krokodylowi.
MG: Nie, nie, krokodylowi to Heniu.
SIWY: Pani Ziuta zagra krokodyla.
BG nie mogą się wydostać z płonącego pokoju.
LORD THOMAS: Po mnie przynajmniej hak zostanie, będzie co pochować.
MG: Z zewnątrz, przez szum płomieni, dobiegają Was jakieś trzaski. Ktoś coś rąbie. Drzwi się otwierają.
SCOBIN: Mamy Cię!
Kolejny krytyk.
SCOBIN: Skrajne wyniki wyrzuca ten Kostek.
SIWY: Tak, dziś jakiś rozrzutny rozrzut ma.
SCOBIN: MG ma tyle rzutów do rozważenia, że mu się procesor w Linuksie przepali.
Anor został trafiony bełtem między żebra.
SIWY: Nie ma to jak wykończyć medyka.
Dethan i Świerszcz niosą rannego za pozostałymi. MG przyszła do głowy głupia myśl.
MG: Siwy, ile waży Anor?
SCOBIN: Szesnaście kilogramów. Mało jadł ostatnio. A teraz jeszcze schudł w stresie.
LORD THOMAS: Moglibyście coś krzyknąć, żebyśmy zaczekali.
SIWY: Jak mam krzyczeć, jak ledwo żyje.
MG: Główna grupa dobiega do ulicy, po chwili dołączają do niej Anor, Dethan i Świerszcz.
SCOBIN: Anor raczej nie dołącza, tylko jest dołączany.
Literówka.
THOMAS: Hm, o palcu wiedział tylko Marcus.
MG: O jakim palcu wiedział tylko Marcus?
SCOBIN: The One Finger to rule them all.
Wreszcie pojawił się LawDog. Prosi o sprawozdanie z wydarzeń podczas jego nieobecności.
SCOBIN: Chyba tylko Anor dostał strzałą w żebro. "Tylko"... My umierać.
Aluzja do orientalnego wyglądu Rohitów.
SCOBIN: Cholera, ale jesteśmy niezorganizowani. Co oni sobie o nas w tej Japonii pomyślą.
Drużyna wędruje kolejnym zaułkiem.
MG: Zamknięte, brudne okna, gdzieś wysoko jakieś pranie rozwieszone na sznurze. Mijacie pierwszy załom uliczki. Przed Wami, w odległości stu metrów, widać jej wylot i kolorową masę ludzką przewalającą się główną aleją.
SCOBIN: Przyglądam się uważniej temu praniu. Przyglądam się uważniej temu załomowi. Patrzę uważnie na ten wylot. I na tę aleję i masę też.
Po przerwie.
MG: Herbatka zaparzona?
LAWDOG: U mnie zaparzona, wypita i kolacja zjedzona.
MG: Ja kolację mlasnę dopiero na wieczornym filmie.
LAWDOG: Ja teraz, bo potem znowu nie będę mógł zasnąć przez te wyścigi w bebechach.
Świerszcz chwilowo opuścił towarzyszy i poszedł na zwiady. Tymczasem w zaułku drogę drużynie zastępuje ognisty wielkolud z mieczem i kuszą.
MG: Może nie ma powodów do obaw? Może to tylko Świerszcz przeszedł metamorfozę?
ATOK: Chciałbym.
LORD THOMAS: Wreszcie Łowcę poznaliśmy. Chyba przyszedł czas na te poświęcenia.
MG: Skąd wiecie, że to Łowca? Może to tylko wędrowiec z dalekich krain, który zgubił się w wielkiej stolicy...
LORD THOMAS: lowca.jpg
(MG chwilę przedtem podał link do rysunku Łowcy.)
SCOBIN: Połykacz ognia z tamtejszego cyrku.
MG: ...i chce Was tylko o drogę spytać, a Wy go od razu "ogniem i mieczem".
SCOBIN: Raczej wodą i mieczem. Kto ma wąż ogrodowy?
MG: Lord Thomas: Ba! A może oni się tak w tamtej krainie nazywają? Dzień dobry, ja jestem Łowca, a to mój wujek Kiler i kolega Rozpruwacz.
LAWDOG: ...a to mój wujek Kuba i kolega Rozpruwacz.
Zarzir atakuje Łowcę. Scobin jest pesymistą.
SCOBIN: Jak Merry z Nazgulem. Będziemy mieli dwie postacie bez ręki.
Drużyna ucieka.
LORD THOMAS: To raczej strategiczny odwrót.
SIWY: Manewr oskrzydlający o dużym promieniu.
MG: Promień ma wartość negatywną.
ATOK: Bo Wam czarna dziura wyjdzie.
Zarzir stracił oko.
LAWDOG: Po prostu kupię nowe. Zarzir chowa oko do kieszeni płaszcza.
(Nikt, nawet MG, nie pamiętał, że Zarzir prawe oko miał szklane.)
Dethana po raz kolejny coś ciska o ścianę.
MG: Scobin, masz pecha, ciągle się od jakichś ścian odbijasz.
SCOBIN: Taki pinball.
Rohitowie pozostają niezwruszeni tymi wszystkimi atakami na drużynę.
SCOBIN: Dobry trening mają w tej Japonii. Ciekawe, ile u nich kosztują symulatory?
LAWDOG: Symulatory?
SCOBIN: Pewnie w tej ichniej Japonii mają takie maszyny, które symulują Płonących Nieśmiertelnych.
SCOBIN: Pochowajcie mnie z liliami na grobie. Ale muszą być czerwone. Chociaż nie, czekajcie. Może MG nie zauważył. MG, wcale nie miałem wyniku "fatalnie" przy próbie rzucenia eksplodującej ognistej kuli. Złudzenie optyczne.
Rannego Anora służba Rohitów nosi w lektyce. Anor decyduje się ostrzelać wroga z łuku... z lektyki.
MG: A teraz Anor będzie łaskawie strzelał z lektyki. Trochę w lewo, o tak, stójcie, teraz mamy dobrą linię.
Wszyscy pytają o coś jednocześnie.
MG: Przepraszam, ale mam tylko siedem rąk i trzy klawiatury, więc od czasu do czasu musicie się liczyć z lagiem z mojej strony.
BG są sfrustrowani postawą enpisów.
SCOBIN: MG, gratulacje. Shimota jest dziesięć razy gorszy niż Dwukwiat. Tamten przynajmniej nie był chory umysłowo.
ATOK: On miał walizkę przynajmniej.
LAWDOG: Ale skrzynia lepsza chyba od lektyki. Sama chodzi. Nie potrzebowalibyśmy wtedy tych niezdarnych służących.
SIWY: Jaki Dwukwiat?
LORD THOMAS: Ze "Świata Dysku".
SIWY: Nie znam. Wiem, że tam jest jakaś skrzynia na nóżkach.
SCOBIN: Jeżeli nie znasz, to przeczytaj. Wtedy będziesz wiedział.
SIWY: Niespecjalnie lubię aż tak humorystyczne podejście do fantasy.
SCOBIN: Ja też nie. Ale wtedy zrozumiesz dowcip.
MG: Może musicie poczekać do pełni, żeby służący mogli Wam wtedy "pomóc"?
SCOBIN: Taa. Przemienią się wtedy w cthulhughetti. W oryginalnej skali.
Shimota nazywa Świerszcza bóstwem lasu, t'rar'te.
SCOBIN: On się teraz zachowuje tak jak te Ewoki czczące C3PO.
MG: A Ty, Scobin, uspokój się z tymi SW, zacznij porównywać do WP, przynajmniej konwencja będzie się zgadzać?
ATOK: WP?
SCOBIN: "Władca Pierścieni".
MG: Nieee... Chodziło mi o Wirtualną Polskę.
ATOK: Borys, dopisz mi w karcie postaci "Bóstwo Lasu". Mówcie na mnie t'rar'te.
Kolejna przerwa, tym razem krótka.
SIWY: OK, zrobię sobie imbirową her-ba-tę.
ATOK: Błe -- imbirowa. Do imbirowej herbaty trzeba mieć drewniany kołek zamiast języka.
Na Wschodnim Placu nie ma niestety powozów, które miały wywieźć drużynę z miasta.
ATOK: Ciekawe, kto nam wozy odholował.
MISIOŁAK: Dresy.
Podsumowanie sesji.
MISIOŁAK: Mamy dużo "przyjaciół" w czerni.
SCOBIN: Men in Black.
MISIOŁAK: Are we aliens?