Ekstrakt z kwiatków

Kubek dziesiąty


Dabroz pomiędzy sesjami nie wypowiedział się na ważkie tematy na forum...
MG: Macie Dabroza, teraz możecie się do niego dobrać...
MISIOŁAK: Znaczy kill'm?
(...)
LAWDOG: Dabroz, dlaczego nie zaglądasz na forum?
DABROZ: Zaglądam, jeno strach tam pisać.

LORD THOMAS: Czyli uzgadniamy, że przy próbie rozbrojenia zaczynamy walkę?
MG: Zdajecie sobie sprawę, że banda pierwotnie liczyła okoła setki chłopa, Wy powaliliście ok. 40, więc zostało 100 minus 40?
LORD THOMAS: I wszyscy się wcisną do tej hali?
LAWDOG: E tam, ledwo 60...
MISIOŁAK: A tym razem będzie nas więcej.
LORD THOMAS: To może podpalimy?
MG: Razem z familią pewnego profesora?
LORD THOMAS: Much must be risked in a war.
DABROZ: Wydaje mi się, że gdybyśmy po prostu poszli na spotkanie i poprosili o zwrot mojej rodziny, to byłoby to głupie i bezsensowne.
MG: Nie o zwrot, tylko o wymianę. Magdar ma dzianą rodzinę.
LORD THOMAS: Albo za gnoma.
MG: Gnoma ni ma. Atok się chyba nie pojawi.
LORD THOMAS: No to nie będzie protestował.

LAWDOG: To może search & destroy?
LORD THOMAS: W search & destroy łatwiejsze będzie search, ale nie wiem co z destroy.
LAWDOG: Destroy, destroy, to moja dewiza.
DABROZ: Destroy można zrobić zawsze, to jest nasz sztandarowy plan.
LAWDOG: Elric, powiedz szczerze, aż tak bardzo zależy Ci na tej rodzinie?
DABROZ: No, Zarzir, jednak biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, to tak.

LORD THOMAS: Tu mam pytanie. Jak będą mieli gigantyczną przewagę i wycelowane w nas kusze, to też zaczniemy walczyć?
MG: Czytałeś mój scenariusz? Byłeś u mnie w akademiku?!?

Drogą głosowania drużyna szybko ustala, że będzie nazywać się Szpony.
LAWDOG: Historia nazwy "Szpony" jest długa i skomplikowana...

LORD THOMAS: Borys, jaką muzykę sobie na sesję ustawić?
MG: Trudno powiedzieć. Znów się będzie dużo działo, ale będzie kilka spokojniejszych momentów. Jak Thomasowi będą odcinać nogi, to będzie właśnie taki spokojniejszy moment.

LAWDOG: A gdzie Scobin? Napisał sobie, cwaniaczek, na GG "PBIRC", a tu go przecież nie ma.
MG: Scobin pewnie do innego PBIRCa trafił, ma teraz innych przyjaciół, chlip, gardzi nami, chlip.

LORD THOMAS: Czyli jesteśmy zgodni w tym, co robimy, a gdzie nie jesteśmy zgodni, ja podejmuję decyzję, tak?
MG: Czyli wszędzie Ty podejmujesz decyzję.
LAWDOG: A jak Ciebie akurat nie będzie przy komputerze, to ja przejmuję stery.
DABROZ: ...ku rozpaczy Szponów.
MG: ...i całego miasta. ...i wszystkich muzułmanów.
LORD THOMAS: ...i moich nóg.
MG: ...i Waszych oczu ("jak ja mam szklane oko, to Wy też możecie").

DABROZ: O, wiem, jaka jest piosenka na dzisiaj.
LAWDOG: Jaka, jaka?
DABROZ: Kazik: Nie mam nogi.
LORD THOMAS: Hm, jak ja nie mam ręki, to Wy...
DABROZ: Hej hej hej... Hej hej hej... Inni mają jeszcze gorzej.

Scobinowi udało się wbić na serwer dopiero po kilkudziesięciu minutach usilnych starań.
DABROZ: Dethan has quit [Ping timeout].
SCOBIN: Grr. Nie żartować mi tu. Grozi apopleksją graczy.
LORD THOMAS: Nie mam nogi. Pożarli ją moi współtowarzysze.

LORD THOMAS: Hasło do ataku brzmi "leśne bóstwo".
MG: Lepiej t'rar'te.
LORD THOMAS: Nie chce mi się klawiatury na tym łamać.

Magdar i Elric mają iść kupić "zapasy".
MG: Elric to sobie chyba tylko sznur z pętlą kupi. I co ważniejsze - kto ma płacić za te zapasy? Thomas do Magdara: Kup mi kawior i czekoladki wedlowskie.

Za drużyną z nieznanych powodów zaczynają chodzić całymi stadami koty.
SCOBIN: Ten kot to pewnie bóg jakiś.
DABROZ: Te koty są podejrzane. To na pewno zamaskowani asasyni.
LAWDOG: Jakby tu był Atok, to ja rozumiem. Kiełbasa. Ale tak...
SCOBIN: Atoka nie ma, ale the smell never dies.
MG: The smell => the stink.
SCOBIN: Ale co my możemy zrobić z tymi kotami?
LORD THOMAS: Na przykład ustrzelić z łuku.
DABROZ: Porozmawiać.
LAWDOG: A pamiętacie o tym, że Mezuk to iluzjonista, nie?
SCOBIN: Ten czarny to Łowca. Ten w ciapki to Mezuk. Tamten biały... Anor. You didn't know I was a werecat, did you?
MG: A ta kiełbasa na nóżkach to Świerszcz.

Drużyna dociera do willi Arcadiusa.
MG: Przy bramie wejściowej, w małej budce siedzi strażnik i bawi się kartami.
SCOBIN: Kurczę. Przeczytałem "bawi się kotami". Ach, ta autosugestia.
THOMAS: Zbliżam się do strażnika na odległość wyciągniętej ręki.
SCOBIN: Której ręki?

SCOBIN: Mówię strażnikowi telepatycznie, że these aren't the droids you are looking for.

Magdar i Elric poszli na "zakupy", ale nie wiedzą za bardzo, co im się może przydać.
MG: W Gromie Koontza bohaterowie kupują uzi, beretty i gaz neuroaktywny. Ale to chyba nie ta bajka.
SCOBIN: No. My bez gazu. Ale za to z filtrem.
ELRIC: Przyda się coś na rany ogólne, może coś, co pomoże nam w transporcie chorych, albo połamanych...
LORD THOMAS: Nie mamy połamanych, bo nie ma Anora.

Rozpoczyna się mała dyskusja, którzy z bohaterów są tak właściwie ranni. Lord Thomas zerka do logów z poprzedniej sesji.
LAWDOG: To tylko moje szklane oko wypadło. Stąd ta krew.
MG: A krew zmył jakoś później.
LAWDOG: Wodą.
DABROZ: Za pomocą szmatki elektrostatycznej. "Jan Niezbędny".
MG: Nie, znalazł na Dołach kubeł z deszczówką.
LAWDOG: Ale kubeł "Jana Niezbędnego".

Do Elrica i Magdara zbliża się Wielce Tajemnicza Kobieta.
LORD THOMAS: Żonę porwali i już na podryw poszedł.
KOBIETA: Magdar Mortimer i Edward Elric ze Szponów?
MAGDAR: A kto pyta?
KOBIETA: Przyjaciel.
SCOBIN: Patrzcie, transwestyta.

Strażnik odgania koty rzucając w nie kamieniem.
SCOBIN: Koty odbijają kamienie pazuram z gracją wiedźmina albo rycerza Jedi. Jeden z odbitych kamieni trafia strażnika w oko, przebijając na wylot czaszkę. Strażnik ginie na miejscu. MG: "Czy ktoś ma jeszcze jakieś problemy z tą przygodą"?

Chwila milczenia na kanale. Lord Thomas się niepokoi.
LORD THOMAS: Wywaliło mnie?
MISIOŁAK: Nie żyjesz.

KOBIETA: Jesteście w wielkim niebezpieczeństwie.
MAGDAR: Co ty powiesz?
SCOBIN: Też mi nowina.
KOBIETA: Spotkajmy się w Ośmiornicy o szóstej. Przyprowadźcie przyjaciół. Chcę wam pomóc.
SCOBIN: Trzeba sobie przygotować terminarz. Szósta: Randka w ciemno w Ośmiornicy. Dwunasta: Mezuk. Reszta pól na razie niewypełniona.
LORD THOMAS: No, Kraina Cieni za chwilę.
MG: Tak o tej Krainie Cieni mówisz, jak by to była Ibiza.
LORD THOMAS: Jest egzotyczna fauna i flora.

Elric i Magdar kupują prowiant.
DABROZ: Jedzenie waży jeden kilogram na osobodzień.
LAWDOG: Chyba za dużo.
MG: Jeśli w tej paczce jest trochę suszonego mięsa i owoców oraz suchary...
DABROZ: I wódka.
SCOBIN: W proszku. Albo takie pastylki multiwitaminowe.
DABROZ: Lepiej lembasy kupić.
(...)
Okazuje się, że całość będzie ważyć 25 kilogramów.
MISIOŁAK: Masz monetę? Weźmiemy wózek. (...)
MG: Hm, 300 g mięsa, 400 g sucharów, 200 g owoców, 100 g czegoś tam jeszcze.
DABROZ: U Was w akademiku wydzielają jedzenie na gramy?
MG: Mądrale. Zaczniecie sobie sami gotować obiady, to wtedy pogadamy.
LORD THOMAS: No, to łatwe nie jest.
MG: Właśnie. Lord Thomas popiera mnie nie tylko w linuksie.
LORD THOMAS: Też sobie sam żarcie muszę robić.
MISIOŁAK: Nie jesteście tacy wyjątkowi.
MG: ...powiedział Misiołak i zjadł listonosza.

MG: Magdar się o wszystko pyta Elrica, jak gdyby to był jego adwokat.
DABROZ: Może myśli, że jestem mądry?
LORD THOMAS: Kto jest głupszy: Głupiec czy głupiec, który się go pyta?
MISIOŁAK: Niech się chłopak na coś przyda. Jak się nie sprawdzi, zamienię go na paczkę ryżu.

MG: Kategoria A to wołowina. Kategoria C to mielonka. Nie zapytaliście, co jest w kategorii B.
SCOBIN: Ludzina.
MG: Świerszczyna. Nic dziwnego, że nie ma Atoka.
LAWDOG: Z kiełbasą.
DABROZ: I sianem.
MG: Siano to on miał w głowie.
LAWDOG: Jak to, kurna, dobrze, że mam w ekwipunku dwutygodniowe racje żywnościowe.
MG: A jakie mięso? Kategoria C?
LAWDOG: Oczywiście A.
SCOBIN: A BSE się nie boisz?

MG: Będziecie chcieli przekupić Mezuka świerszczyną?

SCOBIN: Z "Diablo II": Don't stay here, Marius. Take the stone... And run!

LORD THOMAS: Ja bym jednak zostawił kogoś przy wejściu do tej karczmy. Drugiego zostawiłbym przy barze, co by wnętrze obserwował. Może jacyś chętni?
DABROZ: Widzę las rąk.
LORD THOMAS: Jako dowódca odpadam.
LAWDOG: Pamiętaj, że dowódcą jesteś w czasie walk.
LORD THOMAS: Zarzir, chyba się pakiety TCP po drodze zgubiły i Cię nie zrozumiałem.

Dethana wyrzuca ktoś przez okno.
SCOBIN: Taka tradycja.

Dethan wrzeszczy do Syndykatu, by zostawili ich w spokoju (or something).
SCOBIN: Zachrypnę zaraz. To znaczy w świecie gry, bo tak w ogóle to chrypkę mam od czwartku.

Trwa zajadła walka.
MG: Dabroz, u mnie teraz muzyczka z "Final Fantasy VII" leci.
DABROZ: A u mnie: Monty Python: "Always look on the bright side of life".

MG: Najimatsu wyrywa z rąk tragarza jakiś pakunek i rusza biegiem na spotkanie Zarzira.
SCOBIN: Rosyjska walizka atomowa.

Dethan i Elric pomagają rannemu Zarzirowi.
ZARZIR: Dziękuję (szepczę do nich).
MG: Teraz Dethan i Elric powinni powiedzieć Zarzirowi, że przeszli na islam.

Dethan chce zająć się raną Zarzira.
DETHAN: Macie alkohol?
MG (z innej beczki): Deszcze leje jak z cebra. Jesteście przemoczeni do suchej nitki.
DABROZ: Deszcz to rzadko alkohol.

Dethan rozpaczliwie przegląda ekwipunek Zarzira w poszukiwaniu alkoholu, ale MG - zajrzawszy do karty postaci Zarzira - jest bezlitosny.
MG: Ma za to "skrzynkę z eucharystią".
LAWDOG: Jeszcze niepotrzebna.

LORD THOMAS: Dżizas, ale sesja! A myślałem, że na poprzedniej było przechlapane. Ale za to jaki dark się zrobił.

LAWDOG: Sesja miała zdolności terapeutyczne. Głowa mnie już nie boli.
SCOBIN: Borys The Gamemaster: Ręce, Które Leczą.

SCOBIN: W końcu pozbyliśmy się Rohitów -- w sposób honorowy, a co!
MG: Ta, honorowy. Starszemu strzała w plecy. Młodszemu miecz w gardło.

LORD THOMAS: Ja tylko chciałem zaznaczyć, że akcje / pomysły / sądy mojej postaci NIE są akcjami / pomysłami / sądami moimi.
DABROZ: A czyimi?

MISIOŁAK: O honorze to pogadam z Zarzirem potem.
LAWDOG: Tylko daj poczciwcowi wyzdrowieć, jak z Ciebie taki honorowy gość.