Ekstrakt z kwiatków

Kubek osiemnasty


Na kilka dni przed sesją Dabroz podpadł Borysowi, ponieważ porównał go do psa Borosia (nie pytajcie o szczegóły). W czasie sesji MG się subtelnie mścił. Wiedza ta jest niezbędna do zrozumienia niektórych z poniższych kwiatków.


BORYS: Ważna sprawa organizacyjna!
BORYS: Pomóżcie mi zorganizować okrutną śmierć Derricka [postaci Dabroza].
BORYS: Najlepsza propozycja zostanie nagrodzona sześciopakiem Punktów Przeznaczenia.
SCOBIN: Ja już zasugerowałem spadający fortepian.
SCOBIN: W końcu to fantasy.
DABROZ: Jakiś człowiek wyglądający na Norwega zaciągnie go do sex-shopu.
(Jeśli nie zrozumiałeś, o co chodziło Dabrozowi, nie przejmuj się. Tylko Borys i Dabroz rozumieją. To taki... "wewnętrzny" żart).


O muzycznym wprowadzeniu do sesji.
SIWY: Koszmarne to intro.
SCOBIN: Pewnie takie właśnie miało być.
KIRTAN: Jak w blacharni.
(Muzyka pochodziła ze ścieżki dźwiękowej do Silent Hill. Kto grał / słuchał, ten zrozumie).


MG: Zauważasz, że Świerszczowi wysunął się spod koszuli jakiś talizman. Nigdy wcześniej go nie widziałeś.
LAWDOG: O... Rewizja się szykuje.


SCOBIN: Chudy kowal? Jak widzę, łamanie stereotypów na całego.


Drużyna je obiad.
MG: Tłusty rosół, wieprzowina, sosy, świeżo upieczony chleb.
SIWY: Staram się rozpoznać zioła użyte jako przyprawy.
Borys nie ma zielonego pojęcia na temat ziół. Wie tylko, że spaghetti przyprawia się bazylią. Po chwili namysłu wypalił więc:
MG: Rumianek i rotakra.


Drużyna dyskutuje.
ATOK: Właściwie o co oni się kłócą?
MG: O nic.
ATOK: W sumie to moja postać może nie rozumieć.
ATOK: To i ja nie muszę.
ATOK: Będzie realistyczniej.


ZARZIR: — Świerszczu, opowiedz nam swoją historię.


Świerszcz opowiada swoją historię.
SCOBIN: Szczery gnom. Rzadkość w dzisiejszych czasach.


Ciąg dalszy opowieści Świerszcza.
ŚWIERSZCZ: — Nie spotkałem nigdy zombiaka.
MG: Zombiaki to w karciankach Portalu.


Świerszcz nie ma zamiaru rozstać się ze swoim talizmanem.
SCOBIN: Ktoś kojarzy sztylet, który Matrim Cauthon ukradł z Shadar Logoth w Oku Świata Jordana?
SCOBIN: Taka analogia mi się nasunęła.
BORYS: Ja kojarzę.
SCOBIN: O Tobie akurat wiem.
BORYS: Inni pewnie nie mieli tego "szczęścia" czytać Koła Czasu.
SIWY: Ja nie miałem.
SCOBIN: Dobry tom nie jest zły.
SCOBIN: A pierwszy jest dobry.


Świerszcz dalej nie ma zamiaru rozstać się ze swoim talizmanem. Drużyna go ogląda (talizman, nie Świerszcza).
ALEC: — Czy mogę go obejrzeć bliżej?
ŚWIERSZCZ: — Wolałbym nie.
(...)
ŚWIERSZCZ: — To nic takiego.
(...)
DETHAN: — Próbowałeś się z nim rozstać od tego czasu? Wszędzie nosisz go ze sobą?
ŚWIERSZCZ: Chowam swój skarb.
LAWDOG: Świerszcz chowa swój skarrrb...
SCOBIN: "Mój skarb".
SCOBIN: Preciousss.
ATOK: To mi się samo nasunęło... Żadnych celowych aluzji.
BORYS: Świerszcz jest gnomem, nie róbcie z niego golluma.
BORYS: Los dostatecznie ciężko go doświadczył.


Xandos i Derrick chcą porozmawiać ze Świerszczem w sześć oczy. Pozostali wychodzą z pomieszczenia.
SCOBIN: A teraz go zamordują.
SCOBIN: I ograbią z amuletu, aby później sprzedać go na targu za równowartość w miedzi. BORYS: Będziecie go torturować?
LORD THOMAS: Zobaczymy.


Dalsze uwagi na temat muzyki ilustrującej wydarzenia na sesji (kolejne utwory również pochodzą z Silent Hill, ale tym razem z drugiej części).
DABROZ: Brzmi trochę, jakby było ripowane z gry na Commodore 64.
SCOBIN: Mnie to przypomina łopatę.


Drużyna rozmawia z Hordagiem, kierownikiem grupy prowadzącej ekshumację zwłok na cmentarzu.
ALEC: — Jest kłopot.
ALEC: — Nawiedzony przyjechał do wioski.
HORDAG: — Co?
SIWY: — Nawiedzony?
MAGDAR: — Co jak co, ale Zarzir nawiedzony nie jest.
ALEC: — Nie? — patrzę zdziwiony na Magdara.
MAGDAR: — Skurwysyn z niego, ale nawiedzony...?


HORDAG: — Czy daliście się nabrać? Czy nie rozumiecie, że nie ma żadnych demonów? To oni.
SIWY: Grupa trzymająca władzę?


Scobin przypomina wypowiedzi Aleca z poprzedniej sesji.
ALEC: — Hordag, jakaś dziewczyna i dwa gnomy kopacze.
ALEC: — Nie, przepraszam. Trzy gnomy kopacze i jeden krasnolud.

SCOBIN: Cytat z loga.
DABROZ: 2 = 3 + 1.
DABROZ: Cały Kirtan.


W rozmowie z Hordagiem pada nazwisko Elrica.
HORDAG: — Skąd ja znam to nazwisko...? — spogląda w zamyśleniu na śnieg pod nogami.
HORDAG: — Już wiem. Edward Elric. Szpony. Tak?
ALEC: — Elric?!
DABROZ: Czemu jestem sławny dopiero po śmierci?
BORYS: A dlaczego Boroś ma psa?
DABORZ: Nie no, jesteś obrażalski jak stara panna.


Literówka.
JOHANNA: — Och, przestraszyłem się — mówi przepraszająco Johanna, żona Renna.
DABROZ: Żona transwestyta.


DABROZ: Swoją drogą.
DABROZ: W drugim kubku kwiatków jest mowa o pogrzebie Elrica.
DABROZ: Ech.
BORYS: Dabroz. Brawo!
BORYS: Odkryłeś to jako pierwszy!
BORYS: Brawo!
BORYS: To w kwiatkach kryje się klucz do całej kampanii...
DABROZ: Hmm. Była tam też mowa o grobach Anora i Dethana. Ale chyba nie będę szerzył radosnej nowiny. Niech sobie, nieświadomi, żyją w szczęściu.
DABROZ: A pod koniec trzecich kwiatków jest literówka.
DABORZ: Nie to, żebym je przeglądał w poszukiwaniu solucji.


Mniej więcej w połowie sesji...
SCOBIN: Pójdziemy za Anorem, zobaczymy Bestię, przestraszymy się, będzie cliffhanger i zarządzisz przerwę?


SCOBIN: Zaczęliśmy rozmawiać z Alekiem jak Stirlitz z Bormannem.
SCOBIN: "Sowa — pomyślał Stirlitz.
SCOBIN: Sam jesteś sowa — pomyślał Bormann".


SCOBIN: Zarzir, Anor, Derrick, Xandos — mieli swoje części rozgrywki na innych kanałach, tak?
SCOBIN: Żeby nam MG nie popadł w schizofrenię.


Zarzir spowiada mieszkańców Saragrave.
MAGDAR: Ciekawe jaką pokutę zadawał Zarzir?
ALEC i SIWY (jednocześnie): Biczowanie.
SIWY: Mamy podobne wyobrażenie o Ojcu Zarzirze.


Przerwa. Wszyscy coś piją i/albo jedzą.
BORYS: A ja mam... Czeko, czeko, czekoladę.
BORYS: Kupiłem wczoraj i przechowałem z myślą o sesji.
BORYS: Mmm, czekolada.
BORYS: Przerwa przedłużona do siódmej.
BORYS: Nie, żartuję, do 18:40.
KIRTAN: Jakbyś miał jeść 40 minut czekoladę.
BORYS: "Chcę, żebyś nauczył mnie... przyjemności".
KIRTAN: Eee, Borys, z takimi prośbami to jak już coś to może na priva?
BORYS: Nie do Ciebie mówiłem, pyszczku.
ALEC: A do kogo? Do współlokatora? [Borys mieszka w akademiku]
BORYS: Nie ma go. Wyszedł w piątek i nie wrócił.
BORYS: Rozmrażam lodówkę.
KIRTAN: Borys, nie wyczuwam nici łączącej tematycznie te dwie wypowiedzi.
KIRTAN: Do lodówki tak mówiłeś?
BORYS: Nie, to tak "z innej beczki" było.
BORYS: Nie widziałeś tej reklamy z czekoladą i przyjemnością?
KIRTAN: Jasne, że widziałem.
BORYS: Więc mogłeś zwrócić uwagę na cudzysłów.
KIRTAN: Zwróciłem.
KIRTAN: Ale...
KIRTAN: ...nie uznałem tego za powód do nie bycia złośliwym.


Borys nie ma wyjścia. Musi się zrewanżować. Trudno być miłym.
KIRTAN: Zgadnij mój... [nick na Skypie]
BORYS: Chewie? [Kirtan reaguje wprost alergicznie na porównywanie go do tego sympatycznego futrzaka z Gwiezdnych Wojen]
KIRTAN: To do Ciebie bardziej pasuje.
BORYS: Ja nie jestem Chewie.
KIRTAN: Wmawiaj sobie.
BORYS: Dabroz potwierdza.
KIRTAN: Dabroz nie jest dla mnie żadną wyrocznią.
BORYS: Tak? A dlaczego uzależniałeś swój wyjazd na Dracool od jego decyzji?
KIRTAN: Z prostej przyczyny.
KIRTAN: Nie chciałem sam jechać.
BORYS: Bałeś się?
KIRTAN: Tak, Ciebie się bałem.
BORYS: Biedny, mały wookie, sam w przedziale pociągu?
KIRTAN: Nie mały i nie wookie.
BORYS: Duży ewok? Coś takiego...
BORYS: Odłóż ten atlas ras ze Star Wars.
BORYS: I tak nie uda Ci się skutecznie mnie obrazić.
KIRTAN: No nie wiem.
KIRTAN: I atlasu nie potrzebuję.


ANOR: — Nie zadepczcie okolicy, chcę się upewnić, czy rzeczywiście...
MG: Rozglądacie się, ale wokół nie widać żadnych tropów. Zresztą — cały czas pada w końcu śnieg.
SCOBIN: Aragorn dałby radę.
SCOBIN: There a hobbit lay.


MG: Drzwi są solidnie i porządnie zamknięte. Na dwie zasuwy.
MG: Poza tym zabito je też gwoździami przy futrynie.
KIRTAN: I zaspawano.


SCOBIN: Czy przy tworzeniu settingu inspirowałeś się Osadą?
BORYS: Nie.
BORYS: Dlaczego?
SCOBIN: Myślałem.
SCOBIN: Wioska w środku lasu, demony, które mogą się jeszcze okazać ludźmi, mroczna, lecz spokojna muzyka...
SCOBIN: Brakuje tylko Brody'ego.
SCOBIN: Adrien Bezbrody, jak mawia kolega.
BORYS: Pianisty?
SCOBIN: Przecież na początku sesji mówiłem o fortepianie.


Derrick podnosi klapę w podłodze.
DABROZ: Tylko błagam, ja rozumiem, że obraza jest obrazą, ale w tamtych czasach nie było klap pod prądem.


Msza w wykonaniu Zarzira/LawDoga zrobiła furorę.


Za ilustrację muzyczną mszy posłużyła pierwsza połowa Toccaty i fugi d-moll Bacha. Skojarzenie Dabroza:
DABROZ: To bardziej a'la film z wampirami niż msza...
Borys uzupełnia braki w wykształceniu muzycznym Dabroza. Ale Dabroz nie daje za wygraną.
DABROZ: Co to w tle? Brzmi jak przemówienia polityków albo jakieś brazylijskie okrzyki.
DABROZ: I jeszcze ta technoperkusja w tle.
DABROZ: Bach się w grobie przewrócił.
BORYS: W tle?
BORYS: Nie, to fragment "zwykłego" Bacha.
DABROZ: Nie, sorry.
DABROZ: To pod oknem.
DABROZ: Wyłączyłem głośniki i ucichł tylko Bach.
DABROZ: Co za osiedle...


SIWY (melancholijnie): Jeszcze na żadnej sesji nie widziałem mszy.


Msza się przeciąga. MG nie oczekiwał, że LawDog aż tak się rozkręci. Niektórzy gracze wyrażają zaniepokojenie.
SCOBIN: Msza się jeszcze nie kończy, jak mniemam.
BORYS: Jak sobie radzi Zarzir? Bo ja się na tym (na mszach) zupełnie nie znam.
SCOBIN: Obrzędy wstępne - liturgia słowa - liturgia eucharystyczna - obrzędy Komunii Świętej - obrzędy zakończenia.
SCOBIN: My jesteśmy gdzieś w połowie liturgii słowa.
SCOBIN: Potem jeszcze kazanie i dopiero liturgia eucharystyczna.
SCOBIN: Czyli było jakieś 15 minut, zostało jeszcze 30-45.
SCOBIN: Przy czym nie wiem, czy msze średniowiecznie nie trwały dłużej od dzisiejszych.
SCOBIN: LawDog radzi sobie nieźle. Troszkę przekręcił, ale nieźle.
SCOBIN: Możesz się z nim jakoś dogadać co do ewentualnego skrócenia opisu mszy.
SCOBIN: Tak żeby na przykład przeszedł płynnie do zakończenia.
SCOBIN: Chyba że chłopak chce jeszcze wygłosić kazanie.
Zarzir rezygnuje z kazania. Wierni przyjmują komunię.
SCOBIN: W ogóle dawniej dosyć rzadko przyjmowano komunię.
BORYS: Raz na sześć lat. Czyli się zgadza.
SCOBIN: Jak to "raz na sześć lat"?
BORYS: No, proboszcz wyniósł się z Saragrave sześć lat temu.
SCOBIN: Fakt.
SCOBIN: To dlatego takie tłumy do spowiedzi.


BORYS: LawDog się rozkręcił.
DABROZ: Może on naprawdę jest księdzem?
BORYS: Na Dracoolu nie było widać.
DABROZ: To, że nie było widać, nic nie znaczy.
DABROZ: Po dziewczynce też nie było widać, że weźmie do rączki. [Por. dno szesnastego kubka]


Misiołak podsumowuje sesję.
MISIOŁAK: Wdepnęliśmy... Jak zwykle.


MISIOŁAK: Kiedy robimy burzę mózgów?
BORYS: Fabularnie nie macie czasu na burzę mózgów, bo przygniótł Was namiot.
MISIOŁAK: I pewnie nas zaraz zje.


Ustalamy termin następnej sesji.
BORYS: Kirtan, trzynasty na pewno Ci nie pasuje.
KIRTAN: 11-13, CorusCon.
BORYS: Konwent starwarsowy?
KIRTAN: Jakbyś zgadł.
BORYS: Dabroz, też jedziesz?
KIRTAN: Dabroz, ha ha ha.
DABROZ: Na konwent SW? Pogibało Cię?


SCOBIN: Msza poszła dobrze, tylko Matuesz znał ją lepiej niż Borys.
BORYS: Moim zdaniem LawDog zasługuje na Oskara za mszę.
SCOBIN: Ja jestem w końcu fanatykiem, więc mogę ocenić budowę. (Z rozpędu zaczyna pisać z polskimi znakami)
SCOBIN: Oj, przepraszam za krzaki.
BORYS: Zarzir zada Ci biczowanie jako pokutę za krzaki.



Kwiatek tylko dla dorosłych!




XANDOS: — A czy mógłbyś pokazać go na chwilkę?
XANDOS: — Chciałbym po prostu go zobaczyć.
ŚWIERSZCZ: Wyjmuję go spod koszuli i pokazuję.
XANDOS: — Czy mogę go dotknąć?
ŚWIERSZCZ: — Skoro musisz.