Począwszy od pierwszego rozdziału Nadejścia mroku, celem wzmocnienia klimatu, postanowiliśmy całkowicie zrezygnować z kanału technicznego-pogadankowego na rzecz całkowitego skupienia się na sesji. Ergo, odtąd kwiatków będzie bardzo mało.
Drużyna kupuje lżejsze ubrania na bazarze. Zarzir ogląda tunikę zaproponowaną przez handlarza.
ZARZIR: -- Potrzębuję większej -- mówię, uważnie spoglądając na sprzedawcę.
SCOBIN: "Dla mnie L-ka".
SCOBIN: Obiad. Zjem go tutaj, ale muszę przynieść. Z/w.
SCOBIN: Już.
BORYS: Smacznego.
SCOBIN: Dzięki.
BORYS: Co dobrego masz? Pytam, bom głodny.
SCOBIN: Frytki i paluszki rybne.
SCOBIN: Paluszki trochę zimne.
BORYS: Mmmhhhhmmmmmmmhhhhmmmmmmmmmm...
SCOBIN: Nagle z ekranu wyciągnęły się pulchne dłonie.
SCOBIN: Scobin spróbował uciec, ale MG był szybszy.
SCOBIN: * * *
SCOBIN: Tego dnia Szpony utraciły kolejnego towarzysza.
KIRTAN: Nawdychaliśmy się gazu rozweselającego?
KIRTAN: "Uśmiecham się" przewinęło się już z osiem razy.
BORYS: Wszyscy są bardzo ironiczni i każdy ma coś do ukrycia.
DETHAN: Po drodze zaczepiam jakiegoś kupca na ulicy.
DETHAN: Udaję, że interesują mnie jego wisiorki.
Rzeczony kupiec został zaczepiony celem zasięgnięcia jęz... tfu, wypytania go o poszukiwanym przez drużynę lekarzu Azalgasie. Handlarz nie wie jednak nic o Azalgasie, usilnie próbuje natomiast przekonać Dethana do zakupu wisiorka.
KRAMARZ: -- ...te perły wyławiane są z Morza Sztormów i słyną na całym kontynencie...
KRAMARZ: -- Panie, niech ja stracę. Dziewięć srebrników.
DETHAN: Ręce mi opadły, wszystko mi opadło.
Drużyna przybyła do szpitala św. Jana.
MG: Obok rozbito też kilka namiotów z godłem rycerzy św. Jana -- człowiekiem w płaszczu nachylającym się nad kimś leżącym na ziemi.
SCOBIN: Żeby poderżnąć mu gardło i obedrzeć z dobytku.
SCOBIN: W sumie ryzykownie jest udawać się do szpitala zakonnego, kiedy ściga nas inkwizycja. No, ale my o tym nie wiemy.
MG: Obok kręcą się zakonnicy-medycy. Można by któregoś zapytać...
SCOBIN: To dobry pomysł.
SCOBIN: Powiedział Scobin, myśląc to "zły pomysł".
Retrospekcja z Elrikiem.
MG: Otwiera księgę, wertuje ją, znajduje odpowiednie fragmenty. Wie, czego szuka.
ELRIC: Jestem pod wrażeniem tego, co znalazłem.
ELRIC: Przeglądam strony, co jakiś czas wydając niemy okrzyk zachwytu.
MG: Na skraju bazaru dostrzegacie garnizon (?), o którym wspomniał Magdar.
MG: To wysokie ogrodzenie z wieżami strażniczymi. Wzdłuż niego spaceruje ogrodzenie. [Literówka]
SCOBIN: Zobaczyłem spacerujące ogrodzenie. To źle nam wróży.
MG: Słyszycie nieco dalej, pod ogrodzeniem, jakąś wrzawę.
SCOBIN: Wątek poboczny, nie reagujemy.