Ekstrakt z kwiatków

Kubek dwudziesty siódmy


MG przed sesją mówi, że gracze muszą się przyłożyć.
MG: Bo na ostatniej sesji na pół godziny zaliczyliście kolektywnie taki dół, że szkoda gadać.
SCOBIN: No tak, bo mnie już wtedy nie było. (Modest beam). [Scobin na godzinę przed końcem sesji musiał się zwijać]
MG: Więc właśnie ten dół podejrzanie pokrywa się w czasie z pójściem sobie Scobina.
MG: Scobin, zanim wsiadł w pociąg, wrzucił wszystkie Wasze laleczki voodoo do kubła na śmieci.


Drużyna wędruje ulicą. Przystanęła, naradza się przez chwilę. Dethan i Zarzir poszli zbadać źródło dziwnych dźwięków w pobliskim zaułku; Magdar udał się porozmawiać ze strażnikami pilnującymi miejskiej bramy. Vincent i Derrick, reprezentujący frakcję Mrocznych Nekromantów, zostali sami.
BORYS: No i sprytnie pozbyliście się wszystkich Szponów.
BORYS: Magdara wysłaliście na zatracenie.
BORYS: Dethana i Zarzira pochłonął Nekromantyczny Zaułek.


ZARZIR: Jadąc, oplatam twarz, głowę czarnym "welonem".
ZARZIR: Mniej więcej tak:
[Podaje link do zdjęcia przedstawiającego jakiegoś terrorystę]
BORYS: Będziesz się wysadzał w powietrze?


Przed wejściem do groty drużyna "unieruchamia" konie. Nie ma ich za bardzo do czego przywiązać... Magdar swojego wierzchowca postanowił spętać.
BORYS: Magdar jest okrutny dla zwierząt.
MISIOŁAK: Magdar postępuje właściwie, a nie abstrakcyjnie "przywiązuje" do głazów. [Jak pozostali]
DABROZ: Nie grałeś w "Black & White"?
BORYS: Bicie małpy?
DABROZ: Koń też tam był.


Zarzir udziela Dethanowi namaszczenia. Scobina nachodzą wątpliwości.
SCOBIN: Czy Zarzir jest redemptorystą?
MG: Nie mam pojęcia.
SCOBIN: To zakon ojca Rydzyka.
SCOBIN: Właśnie myślałem o jakimś niechrześcijańskim kwiatku.


Wyważanie drzwi by Dabroz.
DERRICK: Uderzam w miejsca wrażliwe drzwi.
SCOBIN: To będzie kwiatek. "Uderzam w miejsca wrażliwe drzwi". Po wojskowemu.


Vincent i Derrick chcą przebić się przez ścianę celi do studni kryjącej zejście do katakumb. Podążają do rzeczonej celi.
VINCENT: — Nasza cela jest już blisko.
BORYS: "Nasza cela jest już blisko". Jaka symbolika.


Zanim Vincent i Derrick zabrali się za kucie, namiętnie opukiwali wszystkie ściany. Nie wystarczyło im jednak proste, binarne rozróżnienie na "ściana wydaje głuchy odgłos" i "ściana nie wydaje głuchego odgłosu". Gdy MG po raz n-ty powiedział, że odgłos jest głuchy, Dabroz zapytał o barwę tonacji: "Jak głuchy?".


Ścieżki Szponów i Derricka rozchodzą się w podziemiach Adragas-Gaud. MG stara się podkreślić dramatyzm sytuacji:
MG: Coś wam mówi, że już więcej się nie zobaczycie.
Ale po chwili dodaje sceptycznie na privie do Dabroza:
BORYS: "Coś wam mówi" = "MG wam mówi".
DABROZ: Nie wiedziałem, że traktujesz siebie przedmiotow ("coś").
BORYS: Cthuhu to też coś. Czaisz?
DABROZ: coś < ktoś < cthulhu < mg?
BORYS: Ja bym to raczej rozpatrywał w kategorii zbiorów i podzbiorów.


DABROZ: Nie zrozumiałem tej scenki, ale cóż.
Po chwili:
DABROZ: O... Idzie dalej.


Do sali tortur wpada doktor Feyerabend.
VIRTANEN: Patrzę nieprzytomnym wzrokiem na doktora.
FEYERABEND: Podchodzę do Aleca.
FEYERABEND: — Ty...
MG: Alec dostrzega plik papierów w ręku doktora.
FEYERABEND: Dotykam jego twarzy. Krzywię się.
VIRTANEN: Mój wzrok się wyostrza.
DABROZ: Jaki radosny.


MG: Czujesz czyjś wzrok na swoich plecach. Kogoś, kto stoi w progu.
DABROZ: "Czyhający w progu".
DABROZ: Dobre opowiadanie.


Okazuje się, że Virtanena wbrew pozorom (sugestywna scenka) nie wypalono oczu podczas tortur.
KIRTAN: Czy posiadanie oczu mogę potraktować jako prezent na urodziny?


Szpony wiedzą, że ich przyjaciele więzieni są w archiwum. Nie wiedzą jednak, gdzie to archiwum się znajduje. Mają co prawda plany, ale pomieszczenia nie są na nim oznaczone. Wpatrują się w nie, wpatrują, wreszcie MG traci cierpliwość.
MG do Dethana: Zwracasz uwagę na cztery duże pomieszczenia znajdujące się przy wschodniej ścianie piętra.
MG: Na dole po prawej stronie planu.
MG: Nagle odczuwasz instynktowną pewność...
SCOBIN: Tak? A, rzeczywiście zwracam.
SCOBIN: No tak, przecież to jest lokacja najdalsza od miejsca naszego wejścia na poziom.
SCOBIN: Taki klasyczny schemat, a myśmy go nie spostrzegli.
SCOBIN: Każdy dobry dungeon jest tak zrobiony.


Gramy na dwóch kanałach — Szpony są w jednej lokacji, Vincent i Derrick w drugiej. MG zaniedbuje tych ostatnich, odpowiada z przerwami, wreszcie się tłumaczy: MG: Przepraszam, ale na tamtym kanale mamy istną Czeczenię. [Szpony toczyły zacięty bój]
MG: Nie to, co katakumbowa cisza spokój.
DABROZ: A co? Dotarli do siłowni?
Owszem, to dowcip tylko dla wtajemniczonych...


Gdyby nie Misiołak, Szpony walczyłyby z baloniarzem a'la Verne.
MG: Tamten mag — najwyraźniej aeronauta — rzuca momentalnie zaklęcie.
MISIOŁAK: Aeromanta chyba.


Rozwałka na całego.
SCOBIN: Czuję się trochę tak, jakby to już była ostatnia sesja.
KIRTAN: Not only you.
LORD THOMAS: A u nas cisza i spokój. [Vincent i Derrick ciągle tkwili w katakumbach]
KIRTAN: I kurz.
LORD THOMAS: Jak na wakacjach w Ciechocinku.
DABROZ: "Ostatnia sesja. Bohaterowie sp****** co sił".


Walka Dethana z innym czarodziejem.
SCOBIN: Yoda i Palpatine mi się przypomnieli. Wprawdzie nie ta sama skala, ale...


Pomocnik Xandosa odcina Vincentowi rękę na wysokości barku. Scobin natychmiast przypomina pozostałym, co kilka dni wcześniej Lord Thomas napisał na grupie mailowej:
SCOBIN: "Ostatnio jego pomocnik [Xandosa] wybił całą załogę ratusza. Może całej fortecy nie wybije, ale ręki za to bym sobie nie dał uciąć".
LORD THOMAS: Za każdym razem ucinają mi coraz więcej...
LORD THOMAS: Następnym razem utną mi lewą rękę w okolicy prawej kostki...


Walka na dachu, Zarzir kontra Xandos. LawDog chyba zapomniał, że jego postać utraciła swojego czasu palce jednej dłoni.
ZARZIR: W jednej z rąk trzymam miecz.
SCOBIN: Niewątpliwie.


Siwy pojawia się na kanale dziesięć minut po zakończeniu sesji, około wpół do dziewiątej.
SIWY: Witam.
SIWY: Zaczynamy już?


Rutynowe spekulacje Scobina na temat następnej sesji.
SCOBIN: Zastanawiam się, na ile uda się MG rozciągnąć te pojedynki na ostatniej sesji.
SCOBIN: "I wtedy Zarzir odskakuje po raz sześćdziesiąty czwarty".