Ekstrakt z kwiatków

Kubek dwudziesty ósmy i ostatni


Przedstawiam oto podyktowaną koniecznością niespodziankę. Gdyby ograniczyć się do wypowiedzi grających, kwiatków nie byłoby w zasadzie w ogóle — finałowa sesja była bowiem zbyt poważna, by stroić sobie w jej trakcie żarty. Na szczęście wodze humorystycznej fantazji mogli popuścić zaproszeni goście, którzy obserwowali przebieg sesji i komentowali ją we własnym gronie, na osobnym kanale. To oni właśnie zostali "wiernymi ogrodnikami" Wielkiego Finału.

(Swoją drogą, to niezły sposób na generowanie zastraszającej ilości kwiatków: Zaprosić na sesję dużo ludzi (na przykład z for Onetu :)) i dać im możliwość obserwowania rozgrywki oraz udostępnić osobny kanał...).


TOM: Komu kibicujemy?
JEREMIAH: Złemu. [Jeremiah wcielał się w postać Wielkiego Inkwizytora...]


Vincentowi odrąbano prawą rękę na wysokości ramienia.
VINCENT: Próbuję zatamować krew prawą dłonią.
MG: Krew bucha ci spod palców prawej dłoni.
MG: Tym sposobem nie zatamujesz rany.
MG: A jeśli się nie pospieszysz, to zaraz się wykrwawisz.
MG: Parę metrów dalej na podłodze leży pochodnia upuszczona wcześniej przez ciebie.
TOM: MG manipuluje graczem, który może chce się wykrwawić.


SIR LANCELOT: Odzywam się i rozmowa milknie... Czyżby nick zdradzał mój wiek?
SIR LANCELOT: Panowie Maturzyści...?
TOM: Milknie? Wcześniej też nie rozbrzmiewała.


Na dachu twierdzy trwa zaciekła walka Zarzira z Xandosem.
JEREMIAH: Zarzir wygra.
JEREMIAH: Tamten spadnie z dachu.
JEREMIAH: Prawdopodobnie.
SIR LANCELOT: Pytanie, czy nie pociągnie go za sobą.
JEREMIAH: To by było niezłe.
DUNE^^: Cóż, czuję się, jakbym obserwowała przebieg meczu piłki nożnej... z takimi komentatorami!
TOM: Ale akcja.
SIR LANCELOT: Gooool!


Zarzir i Xandos walczą nadal. Wytrącili sobie miecze z rąk, rzucają się na siebie...
SIR LANCELOT: Panowie, powaga... Tu się ludzie zabijają.
DUNE^^: Kurczę, Law jest dobry.
JEREMIAH: Kobiety się tak biją.
SIR LANCELOT: Taaa, i się ciągają za włosy wystające spod pełnych hełmów.
TOM: Pimp, slap him!
SIR LANCELOT: Wygrana się wymyka i już nikt nie spada [z dachu].
JEREMIAH: Szkoda.
JEREMIAH: Ale to by było romantyczne.
A jednak! Zarzir i Xandos przewrócili się i turlają w dół po stromiźnie dachu.
SIR LANCELOT: Ooo! Spadek!
DUNE^^: Zawisną na krawędzi.
CORWIN: Krawężnika.
SIR LANCELOT: Albo jeden na drugim.
JEREMIAH: I będzie — podaj mi rękę.


TOM: A zauważyliście, że w soundtracku jest mp3 zatytułowany "Requiem za Szpony"?
SIR LANCELOT: No jest.
SIR LANCELOT: Ale jeszcze daleko do tej pozycji.
DUNE^^: Może zmyłka... Ale mało prawdopodobne.


BOROMIR: OK, ja siadam do niemieckiego.
SIR LANCELOT: Jak Benedykt daje radę po polsku, to Ty też dasz radę.
SIR LANCELOT: Fonetycznie, ale zawsze.
BOROMIR: Mam nadzieję, że dam radę.
SIR LANCELOT: Powodzenia. Got mit Uns.


Xandos leży na dachu, a Zarzir spadł, ale trzyma się jedną ręką za srebrny krzyż wiszący na szyi nekromanty.
SIR LANCELOT: Ja bym łapał za uszy.
SIR LANCELOT: Albo za wąsy.
SIR LANCELOT: Jakbym był gościem z parą, na jego miejscu złapałbym za krawędź i go ściągnął i powiesił na tym sznurku.
JEREMIAH: Na dole będzie wóz łajna i Zarzir w nie wpadnie.
SIR LANCELOT: Oby się w tym nie utopił.
SIR LANCELOT: Bo to byłaby haniebna śmierć i nieczysta.


Zandor, przebity mieczem na wylot, przewrócił się i upadł w poprzek portalu... który zamknął się i przeciął go na pół.
SIR LANCELOT: Portal zabrał mu głowę.


Vincent podchodzi z Księgą do leżącego na ziemi Derricka, którego Zandorowy miecz pozbawił obu nóg i jednej ręki. Derrick, będąc nie do końca człowiekiem, jeszcze żyje.
DERRICK: Jak widzisz, trochę mnie drasnął.
JEREMIAH: Niezły tekst.
SIR LANCELOT: Jak w "Monty Python i Święty Graal".
SIR LANCELOT: Czarny Rycerz się znalazł.
SIR LANCELOT: "Bywało gorzej".
[Goście tego nie wiedzieli, ale na "najpierwszej" sesji Dabroz podśmiewał się z postaci Cubiego porównując ją do Czarnego Rycerza. Tak oto historia zatoczyła koło].


Sir Lancelot wielokrotnie dawał do zrozumienia, że wolałby grać niż biernie się przyglądać...
SIR LANCELOT: Mogę nawet zegar z wahadłem zagrać... Bardzo bezkonfliktowa rola.
(...)
SIR LANCELOT: Ale nawet jakbym nie miał nóg jak Derrick, to i tak teraz bym przebierał nimi do gry.
(...)
SIR LANCELOT: Ach, kiedy mi dane będzie napisać coś w tym oknie o pięknej nazwie "sesja".
(...)
SIR LANCELOT: Muszę sobie siadać na dłoniach chwilami... tak mnie korci.
CORWIN: Zamiast siadać, przytrzaśnij sobie dłonie szufladą.
CORWIN: Też działa.
(...)
SIR LANCELOT: A może, szanowni Goście, sklecimy tutaj jakąś inicjatywę, co by na głąbów nie wychodzić, bo jeszcze całe pięć minut przerwy zostało.
(...)
SIR LANCELOT: Czuję się jak chłop z widłami drapiący się po zadzie, jak przejeżdżają traktem rycerze.
(...)
SIR LANCELOT: Niby pisać mogę, ale nie tam, gdzie bym chciał.


Do gry wkracza Jeremiah w roli doktora Feyerabenda.
JEREMIAH: Dobra, cichajcie.
JEREMIAH: Bo akcja teraz będzie.
DUNE^^: Kompleks niższości?


Gość Malkav pojawia się dopiero w połowie sesji.
MALKAV: Witam!
MALKAV: No, paskudnie się przedłużyło.
MALKAV: Wszystko przez jednego starszego pana w akwarium.
Nikt nie wnikał...


DI: Czy planujecie zagrać po wakacjach...
DI: ...w jakąś przygodę niekończącą się śmiercią każdego?


DI: Kiedy mniej więcej Borys kończy?
DI: Do ostatniego?
JEREMIAH: Sam nie wiem.
SIR LANCELOT: Jak mu się komputer zawiesi.
DI: Aż tak?
DI: To już sławne się stało, widzę.
SIR LANCELOT: Ale co...? On ma dobry sprzęt i mu się raczej nie zwiesza.


Borys i Di grali kiedyś w realu w Earthdawna.
DI: Barsawię znam z innych czasów.
DI: Z czasów młodego Borysa i fajnych lokacji.
DI: Nie chcecie wiedzieć, co to znaczyło wejść drużyną do "fajnej lokacji".
SIR LANCELOT: Chcemy! Chcemy!
DI: Ołówki wędrowały do rogu kartki, tego z czaszkami za wejścia do fajnych lokacji.
SIR LANCELOT: Ooo, brzmi ciekawie.
DI: Najfajniejszy był taki głęboki szyb.
DI: I scenariusz inny niż wszystkie, z sędzią-samurajem.
DI: On to się wręcz urodził w fajnej lokacji.
SIR LANCELOT: To wy się długo znacie, skoro takie czasy wspominasz.
DI: Mieszkał obok mnie, zanim nie pojechał do krainy mrozów.
SIR LANCELOT: Aaa, "Sąsiedzi", jak z tej czeskiej bajki?
[Przyp. Borysa: Nie do krainy mrozów, tylko do fajnej lokacji]


JEREMIAH: Fak.
JEREMIAH: Zabili mnie.
SIR LANCELOT: Minuta ciszy i dla Ciebie.
DUNE^^: Zacznij udawać ducha.
JEREMIAH: To chyba nie przejdzie.
DUNE^^: Tam nie, ale tu tak.
MG: Doktor Feyerabend leży martwy w północnym przejściu.
SIR LANCELOT: O, widzisz, mówią o Tobie.
SIR LANCELOT: Zawalasz przejście.
SIR LANCELOT: Blokujesz ich poczynania skutecznie nawet po śmierci.
DUNE^^: Możesz być z siebie dumny.
SIR LANCELOT: Może któryś się o Ciebie potknie i zabije?
SIR LANCELOT: Kto wie, może ich wybijesz w ten sposób co do jednego.
SIR LANCELOT: Wszystko jest możliwe w zasadzie.
SIR LANCELOT: Trupi jad jest groźny... Ugryż któregoś w nogę, a zobaczymy, czy przeżyje.
DUNE^^: Yyyyyy!
SIR LANCELOT: No co "yyyy"? To znany i sprawdzony patent.
SIR LANCELOT: As w rękawie.
DUNE: Nie chcę gryźć trupów... Nawet jakby miało im to odebrać życie.