16:42:48 Pierwsze sygnaly zwiastujace zblizajacy sie kataklizm dotarly do uszu wladcy zaledwie kilka dni temu. Male szpitale charytatywne w najubozszych dzielnicach Megalos zapelnily sie nagle chorymi. Do przychodni zglaszali sie chorzy z objawami podobnymi do porazenia slonecznego - ciaglym poceniem, sucha skora, mdloSciami i bolem glowy niepozwalajacym na normalne funkcjonowanie. Po kilku godzinach na skorze chorego otwieraly sie ropiejace rany, 16:42:49 Niedlugo choroba przeniosla sie do wyzszych sfer Megalos. Chorowali nawet kaplani i dostojnicy panstwowi. Mimo, iz choroba nie rozprzestrzeniala sie szybko, w mieScie zapanowala panika. 16:44:12 W panice rozpoczeto poszukiwania lekarstwa i drogi roznoszenia moru. Magowie pierwsi poczeli rozkladac rece. Choroba na wszelkie proby magicznego oddzialywania reaguje skokowym rozwojem, a chory umiera szybko, lecz w okrutnych cierpieniach. WiekszoSc czlonkow Gildi Magow wyniosla sie z miasta. 16:44:12 Lekarze sa bezsilni. Nie pomagaja tradycyjne metody leczenia, moga jedynie skrocic choremu cierpienie. 16:44:12 Ogloszono wielka kwarantanne - nie wolno opuszczac mieszkan bez absolutnej koniecznoSci. Bramy miasta zamkniete sa dla wszystkich bez wyjatku. Ulice patroluje wojsko. 16:44:13 Za pomoca heroldow ogloszono Wielka Rade Ratunku, ktora ma sie odbyc za kilkanaScie minut. Rozkazem cesarza Sciagnieto na zamkowy dziedziniec lekarzy, magow, kaplanow, grabarzy i wojownikow. Ci ostatni mieli zajac sie "pomoca w utrzymaniu porzadku i znalezieniu leku". Wszystkim pomocnym obiecywano sowita zaplate. Wszyscy wyruszyliScie na narade. 16:45:43 Ci z was, ktorzy znali sie wczesniej ruszyli razem. Pozostali, kazdy swoja droga. 16:50:03 Welus, Elric, Magdar i Thomas ida razem aby stawic sie na naradzie. 16:50:37 Do miejsca spotkania zostalo wam jeszcze 20 minut drogi 16:50:54 Profilkatycznie jestescie w pelni uzbrojeni 16:51:04 [Atok: Albo zrob z Thomasa NPC, albo z niego zrezygnuj.] 16:51:43 [racja, thomasa nie ma 16:51:59 Na drogach nie widzicie nikogo. W mieScie panuje niezwykla cisza, zdaje sie byc zupelnie wyludnione. Rowami walaja sie potworne iloSci Smieci. Jedynie zamkniete na glucho okiennice i ciche glosy zza nich dobiegajace, Swiadcza, ze w mieScie jest jeszcze ktokolwiek. 16:53:08 Droge zachodzi wam postac w wySwiechtanym lekarskim kitlu. Glowe przykryta ma bialym kapturem, twarz zaslaniaja bandaze. 16:53:15 [W jakiej czesci miasta jest najwiecej zarazonych?] 16:53:28 [ zaraza rozniosla sie "od dolu" 16:53:39 [ wszysliscie juz z najgorszych dzielnic 16:53:42 [Znaczy od bramy miejskiej? 16:54:12 [ nie, "od dolu" liczac wedlug majetnosci 16:54:45 Postac ewidetnie ma ochote was zatrzymac. 16:54:57 Mimo uderzajacej roznicy sil. 16:55:21 - Co? 16:55:27 Rusza z miejsca w kierunku Welusa. 16:55:52 Jesli jest nieuzbrojona, to spokojnie czekam. 16:55:56 - Co jest? 16:56:06 - Witaj, szanowny medyku. 16:56:33 Zatrzymuje sie w odleglosci 2 metrow od was. 16:56:48 - Musze wam cos przekazac.. 16:56:50 Patrze wyczekujaco 16:56:54 - Koniecznie... 16:57:34 - O co chodzi? 16:57:39 Prawa reka siega do kieszeni. 16:57:57 Pochyla sie dziwnie, jakby do skoku. 16:58:29 Przybieram postawe obronna. 16:58:53 W jednym momecie wyciaga z kieszeni brzytwe uzywana do puszczania krwi i rzuca sie na Elrica. 16:59:04 Tne szabla. 16:59:11 Reaguje instynktownie... 16:59:13 Odskakuje! 16:59:41 Lekarz nie trafia ale i nie zostaje trafiony szabla. 16:59:46 - No zesz...! 16:59:58 - Rozbrojcie go tylko... 17:00:01 Rzucam sie na niego i probuje go obezwaldnic, ogluszyc... 17:00:28 Probuje ciac Welusa. 17:00:48 Nic z tego. 17:00:48 Probouje wyrwac mu brzytwe. 17:00:52 - Magdar... 17:01:01 Welus wytraca bron. 17:02:00 Lekarz walczy dalej - bez broni stara sie podrapac Welusa. 17:02:08 Szamocze sie z nieznajomym, probuje go obezwladnic. 17:02:13 - Magdar, do diaska, pomoz... 17:02:22 Zdaje sie byc dosyc silny 17:02:29 Zachodze lekarza od tylu i probuje chwycic 17:02:32 Obaj przewracacie sie na ziemie 17:02:48 Uderzam go kolanem w krocze. 17:03:06 Trafiasz, pomaga - napastnik zwija sie z bolu. 17:03:46 Widzicie, ze bandarze z twarzy zsunely sie i widac na twarzy charrakterysytczne slady choroby 17:03:58 - Szlag - odskakuje. 17:04:34 Chory wije sie jeszcze przez chwile. 17:04:44 - Chhrrrhrhr. 17:04:50 - Idziemy? - spogladam na pozostalych otrzepujac nerwowo ubranie. 17:05:55 [ Idziecie ? 17:06:14 - Idziemy 17:06:15 - Skrocmy cierpienia nieszczesnika - proponuje z przekasem. 17:07:05 Poniewaz Magdar odpowiedzial, ruszam w dalsza droge. 17:07:26 W TYM SAMYM CZASIE 17:07:39 Dathan tez wyruszyl. 17:07:45 *Dethan 17:08:27 Rozgladam sie uwaznie po ulicach. 17:08:38 Staram sie trzymac z daleka od najemnikow zmierzajacych na Rade. 17:08:58 Idac mijasz straznika w zbroji krolewskiego legionisty. Opiera sie skulony o Sciane pobliskiego domu. 17:09:02 Kto wie, czego mozna sie po nich spodziewac... 17:09:17 -Nie wolno.. nie wolno opuszczac mieszkan - charczy z trudem zza opuszczonej przylbicy. 17:09:39 - Ide na Rade. -- rzucam i odwracam wzrok. 17:09:54 "Nie moge mu pomoc". 17:09:58 - Jaka ra..? Nie wolno! 17:10:21 Ide dalej. 17:10:36 Z nadzieja, ze jest za slaby, by mnie gonic. 17:10:36 Probuje zrobic krok ale pada na ziemie 17:10:46 Przyspieszam. 17:11:05 Slyszysz odglosy czolgania, chrobot zbroii. 17:11:25 W stolicy widzialem juz wielu takich ludzi, ale i tak widok kazdego nowego chorego sprawia mi bol. 17:11:44 "Chcialbym miec sile, by pomoc im wszystkim". 17:12:05 Ide dalej. Teraz wmieszam sie w jakis tlum, zeby zniknac straznikowi z oczu. 17:12:15 Wszyscy zachodzicie na miejsce. 17:12:59 JEst to najgorsze zbiorowisko jakie widzieliscie 17:13:15 Czesc ludzi jest oczywiscie zdrowa, czesc 17:13:37 Od tych chorych trzymam sie jak najdalej... 17:13:39 Znajdzujecie sie przed wejsciem na palacowy dziedziniec 17:14:06 w bramie ktos ustawil skrzynie 17:14:46 Przy skrzyni stoi czlowiek w z broi i obdziela wchodzacych jakimis woreczkami 17:14:59 widzicie, ze wszyscy wchodzacy je biora 17:15:34 - Ja tez biore. 17:15:34 [ Pchacie sie tam czy czekacie az sie zluzni ? 17:15:41 [Bez myslnika, przepraszam. 17:15:41 - Co to za woreczki? -- pytam kogos w tlumie. 17:15:52 Ja sie pcham. 17:15:59 Jeden z wojownikow odwaraca sie w strone Dethana. 17:16:20 Czekam az sie "barany" przepchaja 17:16:32 Lustruje go i w koncu odpowiada 17:16:38 - Ponoc to pomaga 17:16:39 - Hej, Magdar, jakies amulety tu rozdaja! - wolam do towarzysza ponad glowami zebranych. 17:17:07 - To wez po trzy na zapas! 17:17:17 - Nie ma problemu! 17:18:15 Kiwam glowa. 17:18:18 Wszyscy wchodzicie na dziedziniec. 17:18:25 "Pomaga... Mistrz nic o tym nie mowil...". 17:18:26 [Dopchalem sie do woreczkow? 17:18:35 Welus z trudem wymeczyl trzy rzeczone woreczki 17:18:37 "Pewnie jakis przesad, ale skoro w to wierza...". 17:18:41 Ja rowniez biore. 17:18:50 Wracam do pozostalych i daje po woreczku Elrikowi i Magdarowi. 17:19:06 - Co jest w srodku? 17:19:19 Widzicie, ze ci ktorzy dostali je wczesniej 17:19:21 - Nie wiem. Otworz i zobacz - wzruszam ramionami. 17:19:26 Waze woreczek w dloni 17:19:30 (Pewnie zanim Dethan ze swoja niezyciowoscia dopchnie sie do woreczkow, minie dluzsza chwila). 17:19:32 pieczolowicie wcieraja w sibie ich zawartosc - biala maz 17:19:42 Potem zagladam do srodka 17:20:09 Weszliscie wszyscy.. tu jest wiecej miejsca 17:20:27 Wacham zawartosc. 17:20:35 - Co to za swinstwo? 17:20:54 Ktos bardzo staral sie zapanowac nad ta tluszcza 17:21:09 ale ani porozstawiane lawy ani mownica nic nie pomogly 17:21:21 - Wyglada jak pasta do polerowania zbroi 17:21:31 Ludzie tlacza sie na siebie, panuje straszliwy smrod 17:22:09 Ja na razie nie wcieram. 17:22:20 Ja tez nie. 17:22:28 Czesc ma juz gebe i rece upaprane tym swistwem 17:22:34 Ze zgroza spogladam na tlum. "Co ja tu wlasciwie robie?". 17:22:37 Ale zdecydowana wiekszosc odnosi sie scepytcznie 17:22:54 "A moze by tak krzyknac 'Pozar'?" 17:23:00 Oddalam sie w mniej tloczny kat 17:23:02 - Co to ma by? - pyta ktos niedaleko Welusa. 17:23:08 Welus usmiecha sie szeroko do swoich mysli. 17:23:09 - Co to do cholery ma byc. 17:23:22 Odwracam sie w strone pytajacego. 17:23:31 Widzisz starszego maga. 17:23:37 Patrzy z niesmakiem na woreczek. 17:24:03 Obserwuje rozwoj sytuacji. 17:24:26 Wklada koniec wskazujacego palca, wyciaga i wacha 17:24:49 - Eeee - gdera i rzuca nim w kierunku mownicy. 17:25:04 W tym czasie ludzie mniejwiecej rozsadzili sie po lawach 17:25:11 Tylko wy stoicie przy wejsciu. 17:25:24 Ja oczywiscie dostosowuje sie do rozwoju sytuacji. 17:25:31 Jesli ludzie siadaja w oczekiwaniu na kogos, to ja tez tak robie. 17:25:33 Kracze tak jak wrony. 17:26:03 Na koncu jest jescze kilka wolnych law. 17:26:13 Siadam na koncu, ale rozgladam sie za towarzyszami. 17:26:41 Przysiadam na wolnej lawie. 17:26:59 Jesli to mozliwe -- daleko od wszystkich innych ludzi. 17:27:09 Wszyscy znalezliscie sobie miejsca. 17:27:17 Ludzie czekaja. 17:27:30 Glosno kaszle i zerkam z ukosa na siedzacego obok. 17:27:52 Wyglada na czystego ale tylko jesli chodzi o chorobe 17:27:57 Wojonik. 17:28:01 Udaje, ze zanosze sie kaszlem. 17:28:19 Nie reaguje. Patrzy w strone mownicy. 17:28:24 Rozgladam sie zniecierpliwiony 17:28:35 Glosno rzeze. 17:28:39 Widzicie, ze na mownice wstepuje jakis jegomosc. 17:28:56 Uciszam sie zrezygnowany. "Myslalem, ze bede mial wiecej miejsca, gdy sie usunie na bok". 17:29:16 Ubrany jest dziwacznie. 17:29:33 Bogato, ale z "dodatkami" 17:29:47 Rece i nogi wyowijane ma bandarzami 17:29:59 ale twarz widzicie wyraznie - nie znacie go. 17:30:03 - Witajcie 17:30:28 - Ani mnie, ani wam nie pasuje dluzej tu siedziec. Wiec wezmy sie do dziela. 17:31:12 - Nazywam sie Emon i zostalem mianowany namiestnikiem na czas zarazy. 17:31:42 - Musimy wybrac sposrod was tych przydatnych. 17:32:09 Na dziedziniec wchodzi kilku rzolniezy. Zaglebiaja sie w tlum. 17:32:27 - Nie potrzebni nam chorzy. 17:32:44 Slyszcie jakies krzyki, kilkanasicie osob jest popychanych w kierunku wyjscia. 17:33:12 - Do rzeczy, czlowieku... co zamierzasz - mrucze 17:33:22 [ Emon, Emon... Wiemy o nim cokolwiek? 17:33:30 [ nic. 17:34:06 Namiestnik opowiada o dopowiedzialnosci i potrzebie pomocy. 17:34:12 Nie bardzo was to interesuje. 17:34:23 Obserwujecie wojskowych. 17:34:50 Chodza miedzy ludzmi. Czesc prosza do wnetrza zamku, czes wyrzucaja z dziedzinca. 17:35:22 Dathan, Magdar i Welus zostaja "poproszeni". 17:35:36 [ A co z Elrikiem? 17:35:42 Wojskowy podchodzi do nich po kolei i kazdego klepie po ramieniu. 17:36:02 Pokazuje w kierunku drzwi do wewnatrz. 17:36:22 - No to chodzmy. 17:36:35 Kiedy podchodzi do mnie, patrze na niego przez chwile. 17:36:38 - Hm. Panie! - mowie do wojownika. 17:36:41 - Elric, za mna! 17:36:47 Dopiero po paru sekundach wstaje i ide w strone drzwi. 17:36:50 - Tam zostal nasz towarzysz - pokazuje na Elrika. 17:37:05 Odczuwam konsternacje. 17:37:13 - Ktory ? 17:37:14 "..." 17:37:36 Pokazuje na Elrika. 17:37:40 - Elrik! 17:38:03 Wojskowy patrzy na niego.. 17:38:26 - Dobra, niech idzie. 17:39:04 - Doskonale 17:40:03 Ide za reszta. 17:40:15 Wchodzimy do srodka. 17:40:18 Kierujecie sie wszyscy do wnetrza. 17:40:18 Drzwi prowadza do sporego pomieszczenia. 17:41:11 W srodku znajduje sie juz dwie osoby. 17:41:11 Siedza przy duzym okraglym stole. 17:43:09 Siadam. 17:43:35 Jeden z nich ubrany jest jak medyk. 17:43:38 Ja rowniez. Krece sie nieco przy stole, niespokojny. 17:44:16 Staje pod sciana 17:45:25 - Panowie tez nie wiedza o co chodzi? 17:46:11 [ Kto jest w srodku? Magdar, Elric, Dethan, Anor, Welus, moze Zarzir -- i jeszce ktos? Jacys wojskowi? 17:46:16 Usmiecham sie niepewnie. 17:46:25 - Nie, niestety... 17:46:57 Wzdycham. 17:47:09 Drugim czlowiekiem jest ten z mownicy. 17:47:09 Siedzi spokojnie i czeka. 17:47:12 Namiestnik usmiecha sie. 17:47:14 - Siadajcie. 17:47:57 Usmiecham sie. Juz siedze. 17:48:18 Biore sobie krzeslo i siadam 17:48:33 - Mozecie uznac, ze dziwnie sie zachowuje ale.. 17:50:04 - Tak? 17:50:24 - Najpierw chce opowiedziec wam historie 17:50:26 Patrz po was... 17:50:31 - bylo sobie piekne miasto ze spokojnymi ludzmi 17:51:16 Wstaje od stolu. 17:51:27 Obchodzi go dookola. 17:51:41 - Az ktoregos dnia przyszedl pewien osobnik 17:51:52 - i oswiadczyl, ze nie beidze juz nigdy jak kiedys 17:52:03 - Moze darujmy sobie opowiesci i przejdzmy do rzeczy? 17:52:35 [A propos. Sa jakies wyjscia z tego pomieszczenia? 17:52:42 [Oprocz tego, ktorym weszlismy? 17:52:55 - Zgadzam sie... co my tu robimy...? 17:53:00 - nie.. niektore rzeczy musza trwac. 17:53:00 [ jedno 17:53:00 [ to wlasnie 17:53:19 [ Jestesmy tylko my i on, czy jeszcze ktos? 17:53:27 [ tylko wy 17:53:32 - Musicie mi pomoc 17:53:45 - Ale nadal nie wiemy, o co chodzi. 17:53:54 - Troche faktow, a zabierzemy sie do dzialania. 17:53:59 Kiedy mowi "Musicie mi pomoc", podnosze na niego wzrok. 17:54:08 - Ten.. ta kreatura przyszla tu i powiedziala, ze stanie sie cos strasznego 17:54:13 "Dlaczego wlasnie my?" -- ale nie mowie tego na glos. 17:55:19 Przygladam sie obecnym. 17:55:28 - Sprawa jest dosyc prosta 17:55:36 Zerkam na lysego goscia ze szklanym okiem. 17:55:47 "Kogos mi przypomina..." 17:56:39 - To wyloz ja nam w koncu 17:56:53 - Czekajcie... 17:57:01 - Brakuje mi jeszcze kogos.. 17:57:18 "Nie wzialem spiwora", pomyslalem ze zrezygnowaniem. 17:58:19 Do pomieszczenia wkracza jakis wojownik 17:58:32 Pod pacha niesie czarny prostokat 17:59:20 - MOzemy kontynuowac 17:59:30 [ To ten ze szklanym okiem? 17:59:55 Za nim wchodzi jakis czlowiek w ubranku sluzacego. 18:00:12 Wskazuje wojownikowi gdzie ma postawic ladunek 18:00:26 - Ty - mowi do slugi - biez sie do roboty. 18:00:38 (Namiestnik mowi ) 18:00:58 - Dla... dlaczego wlasnie my? -- mowie, jakajac sie lekko. 18:01:09 Stawiam ladunek we wskazanym miejscu. 18:01:26 - Hm... - rozgladam sie przez chwile i siadam przy stole. 18:27:07 Sluga czym predzej wyciaga z kieszeni kawalek bialej kredy i zaczyna rysowac. 18:27:40 - Jak juz mowilem.. przyszedl do mnie i podyktowal instrukcje 18:27:52 Przygladam sie uwaznie 18:27:58 SLuga strasznie sie spieszy - rysuje jakies dziwne symbole. 18:28:15 - Powiedzial, ze jesli go nie poslucham to miast wymrze 18:28:24 Ktos zamyka drzwi i rygluje od zewnatrz 18:28:48 Dethan rozpoznaje w nich jakies magiczne symbole 18:28:55 ale nie wie do czego moga sluzyc 18:29:09 - Miedzy innymi dal mi rysunke tego... - wskazuje na tablice 18:29:18 Na ktorej rosnie coraz wieksza rozeta wykretasow 18:29:29 wydaje sie byc zupelnie chaotyczna 18:29:41 Klade dlon na rekojesci i patrze na Emona 18:29:44 - Panie! 18:29:50 - Nie mamy czasu! 18:29:52 - Kazal zebrac was.. czesci podal rysy.. czesci musialem sie domyslac 18:30:38 Sluga konczy juz. 18:30:43 Odsowa sie. 18:30:46 *uuu 18:30:58 Wzory zaczynja pulsowac. 18:31:09 Emon patrzy na nie zdziwiony 18:31:13 - Chwytam oba miecze. 18:31:16 - Alee.. o tym nie mowil. 18:31:17 - Blazenada - mrucze. 18:31:21 [ bez "-". 18:31:30 Wstaje. 18:31:36 Odsuwam sie od symboli. 18:31:40 Spluwam na symbole 18:31:57 Wstaje. 18:31:57 Magdar, trafiasz i zmywasz krede 18:32:00 - Co to ma znaczyc! 18:32:09 kilka kresek splywa po tablicy 18:32:10 Podbiegam pod drzwi, naciskam nerwowo klamke. 18:32:21 Welus: klamka nie puszcza 18:32:31 zywsza* 18:32:39 sybole robia sie czerwone i jakby.. odsowaja sie od tablicy 18:32:45 wychodza 18:33:06 Zarzir czuje sie nagle slabo 18:33:10 - Wywazcie te drzwi! -- krzycze w panice. 18:33:11 Blyskawicznie wstaje od stolu, najpewniej przewracajac krzeslo. 18:33:28 Biegne w kierunku drzwi. 18:33:35 Nie masz sily wstac - mdlejesz. 18:33:48 Wszyscy czujecie nagla sabosc 18:34:01 Przestraszony odchodze jak najdalej od tablicy. 18:34:01 - ZDRADA! 18:34:10 Klade lewa dlon na sercu. 18:34:18 Magdar osowa sie powoli na ziemie. 18:34:19 - Co tu sie dzieje? 18:34:24 Wyciagam szable. 18:34:34 Widzicie, ze Namiestnik juz lezy. 18:34:39 Ruszam w strone Emona - jesli jestem wstanie 18:34:43 Probuje skupic sie na drzwiach. 18:34:53 Napis pulsujac znika na chwile i pojawia sie wam prosto naprzeciw oczu 18:34:56 kazdemu z osobna 18:35:02 I przywolac do umyslu slowa zaklecia, ktorego niedawno nauczyl mnie moj mistrz. 18:35:15 Dethan, czujesz w glowie metlik 18:35:27 [ Jestem w stanie zmowic modlitwe? 18:35:28 Pomagam wstac Magdarowi. 18:35:29 nie potrafisz sobie nic przypomniec 18:35:34 Rozgladam sie za Elrikiem. 18:35:43 Welus, padasz na ziemie sam - uderzony nagla bezsilnoscia 18:35:47 [ Napis nie do odczytania? Jakies runy, cos? 18:35:52 [ tak 18:36:24 wkoncu jawa odplywa 18:36:29 Modle sie szeptem. 18:36:38 a wy zanurzacie sie w miekkie mazi bezmyslnosci 18:38:06 powoli sie budzicie 18:38:33 pod oczami pulsuja wam jeszcze symbole z tablicy 18:38:39 *pod powiekami 18:39:06 wszyscy czujecie pod soba zminy, mokry kamien 18:39:15 Zarzirowi cos kapie na glowe. 18:39:45 - Uch. 18:40:00 - Co jest?! 18:40:00 - Aahhh... 18:40:12 - Co... co sie stao? 18:40:14 - Du...... 18:40:18 Spogladam w gore. 18:40:19 Jest ciemno, ale nie tak, zeby nic nie bylo widac 18:40:30 [ To ta sama sala? 18:40:38 Nad wami - na wysokosci 4-5 metrow jest otwor w suficie. 18:40:39 [ Moge sie swobodnie poruszac? 18:40:49 [tak 18:41:00 widzicie sie nawzajem 18:41:01 Wstaje powoli. 18:41:12 Rozgladam sie. Staram sie ocenic wielkosc sali. 18:41:14 ale sciany juz tona w morku 18:41:15 [ Bron i reszta ekwipunku przy mnie? 18:41:24 Nie macie przy sobie nic procz ubran. 18:41:45 Panuje tu absolutna cisza. 18:42:16 Czy to jest poczatek czy koniec roku 1987? 18:42:24 Chce wiedziec, ile mam jeszcze przed soba lat zycia. 18:42:33 2,5 czy 1,5... 18:42:37 [ moze nie na glownym ? 18:43:02 Skad dochodzi swiatlo? 18:43:05 Z tego otworu, tak? 18:43:13 Jakies drzwi? Kraty? 18:43:38 - Ktos mi za to zaplaci! - mowie ze zloscia 18:43:41 Detchan, macasz w ciemnosci - dosyc male pomieszczenie, w jednej ze scian kraty 18:44:16 Mozna wysunac reke? 18:44:41 tak 18:44:45 [ Krzyza tez mnie pozbawili? 18:44:49 To nie wysuwam. 18:44:57 [ tez 18:45:03 Sprawdzam czy jestem caly. 18:45:13 JEstescie cali i zrowi. 18:45:21 [ O tyle o ile mozecie sprawdzic 18:45:25 Wsciekly zaczynam krazyc po pomieszczeniu 18:45:30 Slyszycie kroki na korytarzu. 18:45:46 KTos sie zblirza. 18:45:47 Siadam pod sciana. :) 18:46:32 Podszedl juz do krat. 18:46:35 Odsuwam sie od drzwi. 18:46:38 Staje na srodku sali i patrze w strone wejscia 18:46:44 - Oo! Wstaliscie.. - mowi wesolo 18:46:56 nie widzicie jego twarzy 18:47:09 A rozpoznajemy glos? 18:47:19 [ Nie 18:47:23 Ide w jego kierunku 18:47:30 - Pokaz sie! 18:47:37 Dochodzisz do krat. 18:47:51 - Eee tam. 18:47:53 - Po co ? 18:48:09 - Wystarczy, ze mam to - slyszycie jakby brzdakanie 18:48:14 brzmi jak.. klucze 18:48:32 Staram sie poskromic zlosc i zagluszyc furie modlitwa do Pana. 18:48:48 - No co.. malusie ? Zle wam tam ? 18:48:52 smieje sie rubasznie 18:49:10 [widze kto to? 18:49:23 [ nie 18:49:46 Znow slyszycie kroki 18:49:48 - Czego chcesz - sycze przez zeby 18:50:15 - A ty co tu robisz cholero? - inny glos. 18:50:32 - Ja.. ja? Tak tylko... - tlumaczy sie poprzedni 18:50:40 Probuje wypatrzec kto to 18:50:56 - Wynos sie stad ale juz! - wrzas przybylego. 18:51:02 Ledwo widzisz... 18:51:05 jest chyba wiekszy 18:51:08 roslejszy 18:51:21 - Nie moge.. - cicha odpowiedz 18:51:27 odlgos wyciaganego miecza 18:51:39 Przygladam sie przez kraty. 18:51:42 Cofam sie jeszcze dalej. 18:51:47 Stoje z pol metra od nich. 18:51:48 Zaciskam dlonie na pretach kraty 18:51:48 Jakis wrzas. 18:52:23 Szybkie kroki. 18:52:27 - Psst 18:52:40 - Jestescie tam? - drugi glos. 18:53:11 - Tak! -- mowie, troche za glosno. 18:53:27 - Cii 18:53:54 Urywam. 18:54:05 Gdyby nie bylo tak ciemno, moze zobaczylibyscie na mojej twarzy lekki rumieniec. 18:54:15 - Mam propozycje 18:54:22 - Uwolnie was wzamian za przysluge 18:54:32 - Co sie tu, do diabla, dzieje?! 18:54:44 - Jaka przysluge? Kim jestes? 18:54:53 Modle sie, siedzac w kacie celi. 18:54:53 - Spokojnie, wszystko jest w najlepszym porzadku. 18:55:18 - Moze dla ciebie 18:55:22 - Zgadzacie sie ? 18:55:55 - Tak czy nie ? 18:55:57 - Tak, zgadzamy sie... 18:55:57 - Tak w ciemno? - pytam z ciemnosci. 18:56:07 - Musicie zdobyc dla mnie jedna rzecz 18:56:15 Patrze porozumiewawczo na reszte. 18:56:16 - Nie wiemy co nam szykujesz 18:56:18 - Tak? -- to juz szeptem. 18:56:23 Kiwam porozumiewawczo glowa. 18:56:24 - A ja wam wzamian oddam wasz ekwipunek 18:56:27 - Umowa stoi - mrucze. 18:56:46 - Rzecz ktorej szukacie jest niedaleko 18:56:58 - Tu w lewo, schodami w gore 18:57:03 - Do samej gory 18:57:22 - Gdzie jestesmy?! - krzycze w koncu. 18:57:41 - Musicie tylko ja zdobyc.. a pomorze wam to. - na ziemi obok Dethana laduje jakis przedmiot 18:57:41 - W tarapatach - odpowiadam 18:57:54 Chwytam rzecz, ktora rzucil, i podnosze. 18:57:59 - Wroccie tu ze zdobycza a ja wam oddam co wasze 18:58:05 [ Zarzir krzyknal. Co z tym? 18:58:12 Krata sie otwiera. 18:58:20 Krzyk niesie sie echem. 18:58:43 Z daleka, w korytarzu slyszycie szybkie kroki 18:59:07 Ostroznie wygladam na zewnatrz. 18:59:23 Tu jest kapke jasniej - gdzies daleko sa pochodnie. Nieznajomy zniknal. 18:59:32 Ktoki sa coraz blizej. 18:59:33 Wstaje. 18:59:49 Znowu przygotowuje w umysle zaklecie. 18:59:49 [ To - jakis naszyjnik. 18:59:52 Staram sie. 19:00:00 Sciskam go w dloni, nieswiadomie. 19:00:18 Ktos daleko pokrzykuje. 19:00:20 - Proponuje wiac. 19:00:31 Przymknalem oczy. Teraz je otwieram. 19:00:44 [ Kroki z prawej strony? 19:00:45 - To jacys wariaci... A nikt z nas zlotego miecza chyba nie mial... -- patrze znaczaco na Zarzira. 19:00:48 [ Czy z lewej? 19:00:53 patrze na to co trzyma Dethan. 19:01:00 [ Z prawej 19:01:04 Trzymam to zacisniete w piesci. 19:01:10 [ My mamy isc na lewo i w gore. 19:01:12 Czekam na rozwoj wypadkow 19:01:15 Dethan trzyma w lapie cos w rodzaju medalionu 19:01:24 Z duzym klejnotem. 19:01:37 - Uciekajmy. -- mowie, znow dosc glosno. 19:01:42 - Proponuje poszukac wyjscia. 19:01:48 I wybiegam z celi. 19:01:53 "Nie bede tu czekal na smierc!". 19:02:00 - Ale narwany... 19:02:03 Biegne za Dethanem. 19:02:05 - Kazal nam isc w lewo, chodzmy w prawo. 19:02:10 - W grupie razniej.... 19:02:10 Dethan - prawie sie potykasz o cos na zemi. 19:02:16 [ Cialo? 19:02:20 - Dobrze kombinujesz 19:02:23 [ tak 19:02:33 Biegne w lewo. 19:02:35 [ Wszyscy poza Dethanem i Anorem nadal stoja przy wejsciu do celi? 19:02:43 - Ej - sycze do Dethana. - Stoj. 19:02:45 Biegnac, szukam wzrokiem schodow. 19:02:48 - Spokojnie, dzieciaku. - mowie do Dethana. 19:02:53 Jesli cialo ma cos broniopodobnego to to zabieram. 19:03:01 Staje na chwile. 19:03:05 Znalazles miecz i sztylet. 19:03:06 Jakies 5-6 metrow od celi. 19:03:13 Rozgladam sie. 19:03:13 [ Gdzie jest najblizsza pochodnia? 19:03:22 Wystarczy mi sztylet. 19:03:24 [ Przy Dethanie 19:03:39 - Idziesz w lewo czy w prawo? - pytam rzeczowo Zarzira. 19:03:40 - Uspokoj sie i nie biegaj jak opetany. - mowie do chlopaka. 19:03:43 Dethan - widzisz schody, ale dopiero kawalek stad 19:03:50 Podbiegam do pochodni i probuje zdjac ja ze sciany. 19:03:57 Za to blizej widzisz wojownika 19:04:05 biegnie na ciebie 19:04:11 Rzucam w niego pochodnia. 19:04:18 - W prawo? Czemu nie... - mrucze do Welusa. 19:04:28 [ Jesli udalo mi sie ja zdjac ze sciany 19:04:46 [ zdejmujesz i rzucasz 19:04:56 Dostal. Pochodnia odbila sie od napiersnika. 19:05:01 Otwieram usta. 19:05:13 - Amatorzy... 19:05:13 Prawie nie myslac, rzucam zaklecie (jesli zdolam). 19:05:19 Wojownik dobiegoa do Dethana 19:05:22 Wznosi miecz 19:05:38 - Ja stad spieprzam. 19:05:41 i zostaje odrzucony 19:05:45 Biegne w prawo. 19:05:53 na metr poterznym uderzeniem powietrza 19:05:56 - A to cos nowego 19:06:03 Gwaltowny wydech. 19:06:06 Przystaje i ogladam sie. Oceniam sytuacje. 19:06:12 [ Ktos poszedl za mna? 19:06:15 Nie czekam na dalszy rozwoj wypadkow. 19:06:19 Ja ide za Welusem. 19:06:22 Wracam pedem do pozostalych. 19:06:23 Biegne do zolnierza i przypilnuje zeby zostal na ziemi 19:06:30 Ide za najwieksza grupka. 19:06:33 Teraz mi sie udalo, ale nastepnym razem... 19:06:42 [ MG, podsumuj sytuacje, jesli mozesz. 19:06:42 Ja, ostatecznie, tez ide z grupa. 19:06:53 Welus sie oddalil i czeka. 19:06:55 - Panowie! - mowie szeptem do pozostalych. 19:06:56 Zabieram mu miecz 19:07:01 [ Zblizylem sie do nich uprzednio. 19:07:02 Dethan dyszy po zakleciu. 19:07:08 - Moze zdecydujmy, co chcemy osiagnac? 19:07:28 - Ja chce sie stad wydostac... 19:07:29 Z tego wszystkiego pochodnia zgasla 19:07:30 Zolnierz ma jakies "oznaczenia" 19:07:30 - Jak myslicie, "to cos" jest raczej przy wyjsciu stad, czy tez glebiej w tych lochach? 19:07:39 Znow jestescie w pelnych ciemnosciach 19:07:42 - Ja uwazam, ze glebiej, wiec nie idzmy w lewo, tylko w prawo. 19:07:44 ? 19:08:02 - Bo na lewo jest pewno "glebiej", a na prawo jest przypuszczalnie wyjscie. 19:08:05 [ Pochodnia zgasla? 19:08:10 [ Mamy cos, czym mozna by rozniecic ogien? 19:08:16 - ... 19:08:23 [ Zgasla, widac to byla zwyka szczapa 19:08:27 - Albo jakos tak... - milkne. 19:08:55 - Po lewej mialy byc schody w gore... -- moj glos drzy lekko. 19:09:22 - Ktos ma pojecie gdzie jestesmy? 19:09:27 Znow jest ciemno i cicho. 19:09:34 Nieliczac wszych glosow. 19:09:45 - Tak - parskam sarkastycznie. - Pietro w gore i potem trzy pietra w dol. 19:10:18 Zniecierpliwiony opieram sie o sciane i ogladam zdobyczny miecz 19:10:19 - Dlaczego... - zaczynam mowic glosniej - ...oddajemy przysluge komus, kogo nawet nie mielismy okazji ujrzec? 19:10:31 Probuje podniesc pochodnie i nie oparzyc sie jej wciaz rozzarzonym koncem. 19:10:38 - On nam pomogl. 19:10:43 - A oddajemy komus przysluge? Myslalem, ze uciekamy... 19:10:44 - Popieram. Magdar? 19:10:58 [ Obiecal oddac wam ekwipunek. 19:11:01 - Bo podrzucil klucz? 19:11:14 - Nie wiemy gdzie jestesmy. Kazda droga jest rownie dobra 19:11:18 - Nie ufam ludziom, ktorzy obawiaja sie pokazac swojej twarzy. 19:11:32 [ Mam te pochodnie? 19:11:42 [ Jesli tak... 19:11:42 [ tak, tyle, ze zgaszana 19:12:04 - Decydujcie! 19:12:12 - Wiec moze nie idzmy w kierunku, w ktorym nas posylaja, liczac na dobre intencje nieznanego posylajacego? 19:12:24 Przez chwile ignorujac pozostalych, mamrocze cos niezrozumiale. 19:12:39 Byc moze slowa, ktore wypowiadam, brzmia nieco znajomo dla ucha Elrica. 19:12:50 Probuje zrozumiec mamrotanie Dethana. 19:12:56 [ Skoro te, ktore krzyczal Astafaer, brzmialy... 19:13:20 Chowam miecz za pas i zaciagam trupa do naszej celi 19:13:21 W ciemnosci przesuwam dlonia nad wciaz goracym koncem pochodni. 19:13:45 Pochodnia zapala sie 19:13:58 Ale tyli sie slabiej niz poprzednio 19:14:42 jestescie w malym kregu swiatla - wokol was jest zupelnie ciemno 19:14:46 - Glosujmy. 19:14:54 - Kto jest za tym, zeby isc w PRAWO? - podnosze reke. 19:15:08 - Nie sadze, by rozdzielenie sie bylo dobrym pomyslem, wiec szybko zdecydujmy. 19:15:40 Podnosze reke. 19:15:46 Ide z pochodnia pare krokow w _lewo_. 19:15:49 Podnosze kamyk z ziemi, podrzucam i patrze gdzie sie potoczy 19:15:57 Lewo. 19:15:59 Pare. 19:16:08 Tak zeby nie zostawic ich w ciemnosci. 19:16:11 Majac wszystkich w d... ide w lewo 19:16:25 Magdar sie oddala i znika w ciemnosci. 19:16:33 - Tam sa schody -- mowie. 19:16:38 - Jak na razie mowil prawde... 19:16:40 Zblizam sie w strone Welusa. 19:17:18 Wzdycham bardzo, bardzo glosno. 19:17:21 Spogladam na Zarzira. 19:17:27 [A co robi Elric? 19:17:56 - Wyglada na to, ze wiekszosc z nas jednak chce isc w lewo. -- mowi ozywiony. 19:17:58 Robie kilka krokow w prawo, staje i opuszczam powoli reke. 19:18:01 *mowie 19:18:55 [Zarzir chce cos do mnie powiedziec? 19:18:59 [Czy po prostu podszedl? 19:19:08 Stoje. 19:19:31 - Na Boga! 19:19:32 Kroki Magdara cichna.. 19:19:56 Wzdycham glosno i ruszam szybko za Magdarem. 19:19:56 - Ja ide w lewo. Mam pochodnie. Jesli chcecie, to szukajcie innej. -- Trudno powiedziec, czy to bardziej zlosc, czy rezygnacja. 19:20:06 I podazam za Magdarem. 19:20:21 [Ide za Magdarem, bo tylko jego i Elrika tu w koncu znam. 19:20:29 - ... - ruszam w lewo. 19:20:46 [Anor? Elric? 19:21:00 Powoli ide za Zarzirem. 19:21:22 - Nie znam waszych imion... Jestem Dethan. -- Na chwile odwracam sie do pozostalych, nie przerywajac marszu. 19:21:31 - Welus - burcze pod nosem. 19:21:41 - Macie pojecie, co tu sie moglo stac? 19:21:43 Ide za Magdarem. 19:21:46 [ Pewnie dochodzimy juz do schodow? 19:21:53 [ Tak 19:22:02 - Anor. I nie wiem co sie dzieje. 19:22:06 - Tak. Ktos wlasnie powzial bardzo nierozsadna decyzje - odpowiadam opryskliwie. 19:22:26 JEstescie przy skrecie na schody. 19:22:31 Powadza tylko w gore. 19:22:43 - ... 19:22:44 Jest tu kolejna pochodnia 19:23:15 Biore. 19:23:49 Chyba nie nabralem sympatii do Welusa. 19:23:51 Patrze sie na ogien...jest jakis ruch powietrza? 19:24:01 Lekki.. bardzo lekki.. 19:24:11 Idziecie dalej. 19:24:14 Skad? 19:24:20 Jesli pozostali ida, to ja rowniez. 19:24:26 W gore schodow. 19:24:30 Z prawej strony w gore schodow 19:24:31 Ale ide tak, zeby nie byc pierwszy. 19:24:41 [ Kolejnosc ? 19:24:56 [ Mniej wiecej w srodku. 19:25:01 Zamykam pochod. 19:25:03 [ Albo nie -- za Magdarem. 19:25:08 Za Zarzirem. 19:26:02 - Hej - pytam Zarzira. - Nie doslyszalem imienia... 19:26:50 Slyszycie placz dziecka 19:27:08 Spiesze naprzod. 19:27:31 - Zarzir, prosty pielgrzym... - mowie sciszonym glosem. 19:28:07 - Cala przyjemnosc, i tak dalej - kiwam glowa. 19:28:21 - Jestes sluga Bozym? - pytam z zaciekawieniem. 19:28:48 - Jak kazdy z nas. - odpowiadam, patrzac Welusowi w oczy. 19:28:58 W sumie.. idac nawet waszym tempem wszyscy doganiacie Magdara i Dethana 19:29:08 - A gdybym ci powiedzial, ze jestem ateista? 19:29:17 siedzi na schodach 19:29:24 nad nim stoi Dethan 19:29:30 - A jestes? 19:29:32 miedzy nimi siedzi mala dziwczynka 19:29:37 i polplakuje 19:30:26 [ wasza reakcja ? 19:30:28 - Czemu placzesz? 19:30:30 - Gdzie jest Bog? - pytam retorycznie. - Skad moge wiedziec, ze nie jest tylko wymyslem kaznodziejow? 19:31:20 [ Naszyjnik taki jak wczesniej? 19:31:23 [ Schody wioda dalej? 19:31:35 Patrze zdumiony na cala te scene. 19:31:36 - Jest. Wszedzie. 19:31:55 Biore dziewczynke za reke i prowadze dalej 19:31:57 - Ale skad mozemy to wiedziec? Skad wiesz, ze na przyklad racji nie maja muzulmanie? 19:32:07 Zatrzymuje sie. Nieufnie spogladam na dziewczynke. 19:32:13 Dziewczynka patrzy zdziwiona na przybylych 19:32:25 Interesuje ja naszyjnik Dethana. 19:33:07 -Dlaczego placzesz? - powtarzam patrzac na dziewczynke. 19:33:23 Nie reaguje. Siega po medalion. 19:33:24 - Nie podoba mi sie ta dziewczynka - oswiadczam kategorycznie. 19:33:35 - Welusie, Ksiega odpowie na wszystkie twoje pytania. - mowie, zerkajac w strone dziecka. 19:33:56 Cofam reke. 19:34:01 Zaciskam palce na naszyjniku. 19:34:03 Przygladam sie dziewczynce szukajac objawow choroby. 19:34:05 Zaczyna plakac. 19:34:08 - Chodz mala 19:34:09 - Muzulmanie tez maja swoja Ksiege... - odpowiadam zaczepnie. 19:34:10 Coraz glosniej... 19:34:22 - Poszukamy wyjscia 19:34:26 Zblizam nieco naszyjnik. 19:34:33 - Nie placz... Chcesz? Spojrz. 19:34:34 Przestaje, uspokaja sie 19:34:37 - Nie placz juz 19:34:38 - Wiecie, jaki jest wasz problem? - zwracam sie do pozostalych. 19:34:40 - Wiecie? 19:34:47 - Nigdy nie zadajecie sobie pytania "dlaczego?". 19:34:49 Siega raczkami. 19:34:59 - Dlaczego tamten czlowiek nas wypuscil z celi? 19:35:02 Ktos idzie z dolu. Ktoki. 19:35:06 - Dlaczego w lochu siedzi jakas placzaca dziewczynka? 19:35:07 *KRoki 19:35:09 Pozwalam jej dotknac naszyjnika, ale wciaz trzymam go w dloni. 19:35:11 - To was kiedys zgubi. 19:35:18 Lapie koncami palcow. 19:35:19 Tak zeby nie mogla go wyrwac. W razie czego. 19:35:36 Nagle siega cala dlonia. 19:35:44 Robi sie jakby kapke wyzsza 19:35:47 - Heretycy tez maja swoje racje, tak? To chcesz mi powiedziec? 19:35:53 Chwyta cala dlania i ciagnie 19:36:06 - To tylko heretyckie psy. I oni stanowia prawdizwe zagrozenie. 19:36:07 Zadziwajaco mocno, nie tak, zeby wyrwac ale zawsze 19:36:22 Wydaje okrzyk zaskoczenia. 19:36:27 - Nie. Chodzi mi o to, ze z ich punktu widzenia to ty jestes heretykiem. 19:36:27 I probuje cofnac dlon z naszyjnikiem. 19:36:29 - Poznajesz to? - pytam dziewczynke 19:36:30 A ja szukam na niej oznak choroby. 19:36:36 Przerywam, spogladam na dziewczynke. 19:36:44 - A moze zgubi was szybciej niz myslicie - mowie szeptem. 19:36:46 Anor - wyglada na zrowa. 19:37:16 - To.. to.. - nie moze wykrztusic 19:37:20 Ktos tu biegnie 19:37:30 slychac chrzeszczenie zbroji 19:37:40 [z gory czy z dolu 19:37:45 [ z dolu 19:37:52 Odwracam sie i wyciagam sztylet. 19:38:06 - Na gore! - krzycze. 19:38:08 Dziewczynka zaczyna plakac. 19:38:15 [a schody w ktora strone sa skrecone 19:38:20 Biegne do przodu probujac "zagarnac" rekoma pozostalych. 19:38:27 Do przodu = do gory. 19:38:29 - Nazywajac mnie heretykiem, mnie sluge Pana, obrazaja samego Stworce. Nie moge na to pozwolic, Welusie. - mowie i podrywam sie do biegu. 19:38:30 [jesli idziesz w gore to w lewo 19:38:44 - Na gore! 19:38:53 Wbiegam na gore. 19:38:58 Biegne. 19:38:59 [znaczy zgodnie przeciwnie do ruchu wskazowek zegara? 19:39:01 Biegniecie razem w gore. 19:39:03 [*przeciwnie? 19:39:06 Dziwczynka zostaje. 19:39:14 [ przeciwnie 19:39:14 Zabieramy ja ze soba. 19:39:15 Biore dziewcze 19:39:34 Szamocze sie. 19:39:41 Biegniecie, ale oni sa coraz blizej 19:39:49 najbardziej spowalnia Magdar 19:40:33 "czy te schody sie nie koncza?" 19:40:47 W koncu droga sie "wyplaszcza" 19:40:51 Pomagam Magdarowi. 19:40:54 Zamienia sie w korytarz. 19:41:07 Na koncu ktorego widzicie jedne drzwi. 19:41:12 - Naprzod! Naprzod! - pokrzykuje. 19:41:25 Pedze. 19:41:32 - Do wyjscia! 19:41:39 Probuje dobiec do drzwi i otworzyc je na osciez. 19:41:48 Drzwi.. sa zamkniete. 19:41:49 *Dobiegam i probuje otworzyc. 19:42:11 - Trudno, trzeba bedzie walczyc 19:42:16 Rozgladam sie goraczkowo po korytarzu. 19:42:20 Procz tego sa zrobine z okuwanej stala jednolitej plyty drewna 19:42:21 [Czy sa jakies inne drzwi? 19:42:21 [ Jak szeroki jest korytarz? 19:42:25 - Czym walczyc? 19:42:25 [ Na ile osob? 19:42:37 Odstawiam dziewczynke i siegam po miecz 19:42:38 Rozgladam sie, wzrok pada na dziewczynke. 19:42:45 [ Korytarz pomiesci wszystkiego tylko jednego czlowieka na szerokosc 19:42:56 Kroki sa coraz blizej. 19:43:00 "Moze jesli dam jej naszyjnik, ona zrobi cos z tymi drzwiami?" -- szalona mysl, ale na chwile utkwila w mojej glowie... 19:43:02 [ Czy drzwi sa solidne? 19:43:07 Warcze ze zlosci. 19:43:38 - Magu, powstrzymaj ich jakos! Uzyj mocy! - wolam do Dethana. 19:43:44 To znaczy, ze ja z Magdarem na koncu jestesmy? 19:43:51 [ tak 19:44:18 Mozecie juz poznac po odglosie.. jest ich paru 19:44:18 Wyciagam sztylet. 19:44:34 Wreczam dziewczynce naszyjnik. 19:44:37 Impuls. 19:44:50 Dziewczynka bierze go do raczek. 19:45:07 Niosa ze soba pochodnie, widzicie jak jej swiatlo sie przybliza. 19:45:16 Patrze na nia z obawa. Jesli stanie sie cos zlego... 19:45:18 - No dobra 19:45:22 DZiecko, jak dziecko, wklada je sobie do buzi. 19:45:31 Przygotowuje sie do ataku 19:45:36 Ale przy tym zaczyna rosnac. 19:45:52 Nieznacznie, ale widocznie. 19:46:06 - Patrzcie na nia! -- rzucam i odwracam sie w strone schodow. 19:46:09 Pierwszy wojownik pojawia sie za zakretem. 19:46:15 - Niech mnie... - Welus obserwuje z niedowierzaniem rozwoj wydarzen. 19:46:28 Zaslaniam dziewczynke. 19:46:29 Skacze do niego, probujac go zepchnac 19:46:39 - Cokolwiek by to bylo... - szepcze. 19:46:49 Probuje wywolac iluzje kuli ognia w swojej dloni. 19:46:50 Magdar: byl przygotowany, paruje twoj cios 19:47:03 Tak, zeby tamten wojownik mogl to zobaczyc. 19:47:09 [ Nie musi byc duza. 19:47:18 Napieram. Probuje wytracic go z rownowagi 19:47:35 Dethan, w twej dloni pojawia sie maly plomyczek 19:47:41 Magdar, on tez jest silny 19:47:49 Walczycie zaciekle 19:47:54 niektore ciosy parujesz z duzym trudem 19:48:03 Nie zamierzam sie poddac 19:48:27 Napiera ze zdwojana sila 19:48:31 musisz sie confnac o krok 19:48:44 - Za nic! - rycze 19:48:51 Probuje pomoc Magdarowi atakujac wojownika sztyletem. 19:49:24 Anor zzaskoczenia atakuje wojownika pod ramieniem Magdara. 19:49:33 Sztylet zaglebia sie w cialo. 19:49:40 Wojownik pada. 19:49:45 Zza niego pojawia sie nastepny 19:49:47 Spycham go ze schodow 19:49:51 w reka trzyma naciagniety luk 19:50:00 [ Co z dziewczynka? 19:50:10 Wypuszcza strzale przewracajac sie. 19:50:17 Strzala przelatuje nad waszymi glowami 19:50:30 Dziewczynka siedzi spokojnie pod drzwiami. 19:50:39 Jest jakby wieksza.. ale nie starsza 19:50:40 Kopie drzwi. 19:50:42 Wsciekle zgniatam plomien w dloni. 19:50:43 - Co tam sie dzieje?! 19:50:47 Probuje je wywazyc. 19:50:52 Iluzje plomienia. 19:50:56 Atakuje lucznika 19:51:00 - Ghhrrhr... 19:51:09 Ide za magdarem i nadal probuje pomoc. 19:51:12 Lucznik zostaje rozciety na dwie polowy. 19:51:28 Dethan, plomien urusl. 19:51:31 [sa nastepni? 19:51:35 *uros 19:51:38 [tak 19:51:46 - Szybciej! 19:52:32 Dziewczynka probuje wepchnac medalion w szpare pod drzwiami. 19:53:30 Przygladam sie jej bezsilnie. 19:54:07 "Panie, pomoz nam." 19:54:11 Wyciagam nad siebie dlon z plomieniem i udaje, ze rzucam plomieniem w tamtych wojownikow. 19:54:14 Ja staram sie powstrzymac napastnikow. 19:54:24 Jednoczesnie krzycze: "Padnij!". 19:54:25 Zarzir - widzisz, ze drzwi w miejscu gdzie podlozyla medalion spopielaja sie. 19:54:36 To jacys zolnierze? 19:54:47 [ nie, raczej najemnicy 19:55:06 Przygladam sie zajsciu ze zdziwieniem. 19:55:13 "Dziekuje..." 19:55:25 Uchylam sie 19:55:32 Drewno rzazy sie jakby bylo podgrzewane. 19:55:40 [ Jesli jestem w stanie, to kula mknie w strone wojownikow. 19:55:41 Dziewczynka przestraszona puszcza medalion 19:55:48 drewno stygnie.. 19:56:02 [ Czego na przyklad Dethan nie widzi, zajety czym innym... 19:56:04 Czy my wciaz walczymy? 19:56:09 Dethan: probuja unikac. 19:56:14 Chwytam medalion. 19:56:16 Anor, tak - do niby-kuli 19:56:21 Pospiesznie wkladam do zamka drzwi. 19:56:53 Zarzir: wkladasz. Zamek grzeje sie. 19:56:56 To chyba bylo zbyt wiele jak na mozliwosci Dethana. 19:57:00 Ta iluzja. 19:57:06 Adrenalina zrobila swoje, ale... 19:57:06 Trzymajac naszyjnik w zamku, napieram na wrota. 19:57:16 Dalej walcze w przejsciu 19:57:30 Slyszysz cichy zgrzy. Zamek puszcza drzwi otwieraja sie. 19:57:39 ...ale mlody mag, cisnawszy niby-kula w napastnikow, z czyms w rodzaju westchnienia osuwa sie na ziemie. 19:57:51 - Uciekajmy!