Po kilkugodzinnym marszu przez las wyczerpana drużyna dotarła z powrotem do Cynowa. W miasteczku panowało niezdrowe podniecenie. Nrinca wraz z mężem opowiadała wszystkim, jak to jej brat wynajął zbirów, by ją zgwałcili i obrabowali. Powrót tychże zbirów do Cynowa spowodował wielki zamęt. Grupa mieszkańców, z tuzinem uzbrojonych w topory drwali na czele, rzuciła się na bohaterów. Na szczęście szybko pojawił się Oinet, wszystko wyjaśnił i wraz z szeryfem Saegmurem uspokoił rozjuszone towarzystwo. Mieszkańcy szybko przypomnieli sobie, że Nrinca ma silne skłonności do przesady i rozeszli się w spokoju do domów. W międzyczasie bohaterowie uświadomili sobie, że pomiędzy ich wejściem do szafy-portalu a pojawieniem się w ogródku domu Riyana upłynęła cała doba. W Krainie Cieni czas musi płynąć inaczej.
Oinet zabrał drużynę do domu, poczęstował obfitym posiłkiem. Miejscowy lekarz zajął się ranami Thomasa, Elrica i Dethana (Anor bądź co bądź opatrywał ich w warunkach polowych). Wieczorem, przy grzanym piwie, bohaterowie opowiedzieli zleceniodawcy, co znaleźli. Gdy skończyli, Oinet zamyślił się na długo obracając w ręku magiczny sygnet, który mu zwrócono. List od wuja leżał na stole obok. Saminota drzemała pomiędzy kufrem wypełnionym złotem a kominkiem.
-- Taaak... Więc nie okazałem się godny swojego spadku -- uśmiechnął się krzywo Oinet spoglądając w deski podłogi. -- Z drugiej strony Riyan musiał kompletnie zgłupieć na starość. Nie mógł przecież przypuszczać, że poradzę sobie w pojedynkę ze wszystkimi niebezpieczeństwami Krainy, które o mało co nie zabiły waszej siódemki...
-- Umawialiśmy się, że dostaniecie 25% zawartości kufra. 6500 srebrników jest wasze. Zaraz odliczymy. Ale... Jak podzielić Krainę?
-- Dokładnie o tym samym pomyś... -- Świerszcza uciszyło ostre spojrzenie Zarzira.
-- Wiecie co -- kontynuował Oinet. -- Ten mały świat do niczego mi się nie przyda. Może jednak przydać się wam. A jeśli nie... Oddajcie sygnet magom, może oni będą w stanie kontynuować dzieło Riyana, jeśli wolno w ogóle mówić o jakimkolwiek dziele. Ja tam w każdym razie zaglądać nie zamierzam.
Oinet przekazał pierścień Dethanowi, który skwapliwie schował go do skórzanej sakiewki. Następnie wszyscy zbliżyli się do kufra. Przebudzona Saminota wymknęła się z pokoju. Oinet odliczył wynagrodzenie drużyny, podzielił je na siedem równych części, wsypał do małych woreczków wyciągniętych z szuflady i oddał bohaterom.
-- Nie będę was dłużej zatrzymywał. Musicie być potwornie zmęczeni. W gospodzie przygotowano już dla was pokoje. Życzę dobrej nocy. Przypuszczam, że jutro rano wracacie do Megalos, tak? Zdążymy się więc pożegnać.
Bohaterowie podziękowali raz jeszcze za gospodarzowi za posiłek i opuścili kolejno gabinet. Ociągał się tylko Magdar. Gdy wszyscy wyszli, Oinet spojrzał na niego z pytaniem w oczach.
-- Panie Oinet... Mam do pana pewną prośbę...
-- A co z nim? -- zapytał Zarzir.
Świerszcz siedział na pustej beczce i zajadając kiełbasę przyglądał się smutno towarzyszom opuszczającym gospodę i szykującym się do drogi powrotnej. Zapadło niezręczne milczenie. Wreszcie ktoś mruknął:
-- Jeśli chcesz, wracaj z nami do Megalos.
Świerszcz nigdy nie dowiedział się, kto to był. Skorzystał jednak ochoczo z propozycji.
-- Może jeszcze będą z niego ludzie -- powiedział potem Zarzir.
Droga do stolicy zabrała drużynie całe cztery dni. Nie naprawiono jeszcze mostu na rzece Sayke, więc bohaterowie ponownie musieli podążyć okrężną drogą przez bród. Kolejny dzień opóźnienia spowodowany był tym, że drużyna wolała nie prowokować kolejnego spotkania z bandą Mezuka i ominęła szerokim łukiem las, w którym znajdowało się ostatnio jej obozowisko.
Bohaterowie byli zadowoleni z udanego wykonania kolejnego zadania, które przyniosło im niemały profit. Nie zorientowali się, że przez cały czas byli śledzeni.
W przeciągu następnych dwóch tygodni grupa stolarzy z Cynowa pod przewodnictwem Oineta, przy drodze do Megalos wzniosła niewielką, ale pięknie zdobioną płaskorzeźbami kapliczkę. Ufundował ją Magdar Mortimer, ale żaden z wędrowców przejeżdżających później obok o tym nie wiedział.