Pobyt Dethana na konwencie magicznym przedłużał się. Młody czarodziej z przyjemnością spędzał czas wśród innych przedstawicieli swojej profesji; starał się również jak najwięcej od nich nauczyć. Szczególnie ważna okazała się znajomość z Theronem, czarodziejem powietrza i przyjacielem Riyana.
Nowy znajomy był bardzo enigmatyczny; więcej opowiedział Dethanowi o Riyanie niż o sobie samym. Jednak to, czym zechciał się podzielić, było niezwykle ciekawe. Okazało się, że Riyan również był czarodziejem -- i to na tyle potężnym, iż zdołał stworzyć własną sferę egzystencji, nazwaną przezeń Krainą Mroku, w której przeprowadzał różnorodne eksperymenty. Po śmierci maga ten inny wymiar nie przestał istnieć -- i jak stwierdził Theron, wciąż jeszcze mogły się w nim znajdować najcenniejsze tajemnice kreatora.
Opowieść czarodzieja zafascynowała jego słuchacza bez reszty. Dethan od razu zaczął się dopytywać, czy nie ma sposobu, by odwiedzić ten wymiar. I dlaczego Theron jeszcze w nim nie był. Czarodziej wyjaśnił, że czekał na okres właściwej aktywności żywiołów. Teraz jednak, gdy mógł połączyć powietrze z ogniem, postanowił nie zwlekać dłużej i zaproponował młodemu magowi wspólne otwarcie bramy do Krainy Mroku.
Dethan zaczął się wahać. Nigdy nie lubił wykorzystywać swoich zdolności ponad miarę, a rytuał otwierający przejście do innej sfery egzystencji mógł wymagać od niego wszystkich sił. W końcu jednak, powodowany nieposkromioną ciekawością, przystał na propozycję Therona. Taka okazja mogła się już nigdy nie powtórzyć.
Następnego dnia wieczorem Theron pospiesznie przywołał do siebie Dethana. Dwaj magowie rozpoczęli inkantacje, które zakończyły się stworzeniem przejścia między wymiarami. Theron, jako potężniejszy, pozostał na miejscu i podtrzymywał istnienie portalu; Dethan wkroczył do Krainy Mroku.
Dopiero po przekroczeniu przejścia zdał sobie sprawę, że mag dość dziwnie się uśmiechał, kiedy mówił o możliwości otwarcia bramy. I ten błysk w jego oczach... Czy to był tylko znak entuzjazmu na myśl o odkryciu niepoznanego? Ale nie było czasu się nad tym zastanawiać. Bo Dethan nie był sam.