20. września 1989
Przywódca naszej niezbyt okrzesanej bandy, Thomas. Miejmy nadzieję, że poprowadzi nas... cóż, jeżeli nawet nie do zwycięstwa, to może chociaż nie do szybkiej śmierci. Oby.
Gra w kości... paskudny nałóg. Czy ci ludzie naprawde nie mają co zrobić ze swoim życiem, niż tylko oddawać się bogini gier losowych?
Strażnicy. Nieszczęście tego świata, a zwłaszcza poszukiwaczy przygód. Dobrze, że ci byli raczej głupi i niezbyt interesujący się czynnościami innymi niż ślepe wykonywanie rozkazów. Chociaż... ci wydają się raczej podejrzani. Nie powinni za dużo wiedzieć. Ignorancja jest siłą.
Świerszcz... kolejne nieszczęście tego świata. I nasze, w dodatku. Ciekawe czy nie podróżuje z nami z głodu...
Apartament dyplomatyczny. Cóż za wyszukana nazwa. Typowe dla tych sfer. Jeszcze te maniery... a ten człowiek, który nas powitał, wyjątkowo mi się nie podoba. Ale cóż, trzeba zachowywać się na ichniejszą modłę. Chociaż moja drużyna tego nie zrozumie.
To miejsce mi się nawet podoba. Nie jest może urządzone z wyjątkowym smakiem, ale w porównaniu do miejsc, które dotychczas mieliśmy okazję odwiedzać...
Nasi Rohitowie. Shimota i Najimatsu. Ciekawe, cóż za lekturę miał przy sobie młodszy z nich. Kiedyś będę musiał wrócić myślami i zajęciami w te wschodnie strony, będę czuł się młodziej, prawie jak żak, zgłębiając ich kulturę i język.
Ci wydają się mili i grzeczni. Miłe odstępstwo od zadufanych w sobie przedstawicieli naszej "ucywilizowanej" kultury.
Naprawdę, trzeba się zainterować sahudzkim. Aczkolwiek ich kuchnia nie wydaje się zachęcająca.
Ach! Czy nigdy nie będziemy mogli zrealizować naszego zadania w spokoju? I czemu ci Rohici muszą być takimi materialistami...
Przebywanie w palącym się apartamencie jest bardzo daleko na liście sytuacji, w których chciałbym się znaleść.
Spalimy się żywcem, nie ma co...
W dodaktu nikt nas nie rozumie.
Wygląda na to, że Świerszcz może się w końcu na coś przydać. Czasem dobrze jest mieć typa "spod ciemnej gwiazdy" ze sobą. Oby tylko nic nie zepsuł, jak zwykle...
Nie przydał się. Jak zwykle.
Ale wygląda na to, że nie jest pisane nam zginąć. Teraz.
Opanowanie Rohitów jest aż przerażające. Pogarda śmierci czy zwykły brak wyobraźni?
20. września 1989 (później)
Znalazłem chwilę czasu, aby uzupełnić zapiski.
Sytuacja jest zła.
Pali się.
Chyba u mnie.
Czy świat naprawdę okaże się tak okrutnym miejscem?
Świerszcz... po raz kolejny ma szansę okazać się przydatnym. W ciężkiej chwili.
Miałem rację.
Mój dom płonie...
Moja rodzina... prawdopodobnie martwa.
Nie znajduję słów, aby opisać co teraz czuję.
Mezuk... człowiek, który chce się na nas zemścić? Czy to on zaplanował ten pożar i wydarzenia? Czy moja rodzina żyje i on ją przetrzymuje?
Na odchodne rzucił przedmiot... odcięte dziecięce ucho.
To człowiek bezwzględny.
Chce spotkać się z nami o północy w opuszczonych halach przy Ogrodowej.
Czyli moja rodzina żyje, są zakładnikami...